Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 15

Dlaczego to zrobił? Dlaczego mnie pocałował? Dlaczego wszystko komplikuje? Przecież mówił, że nie bawi się w związki, a całował mnie tak delikatnie. Ten pocałunek mógłby trwać wiecznie, ale nie chcę teraz kolejnych niepotrzebnych zmartwień związanych z chłopakiem. Jest 5:00 nad ranem, a ja siedzę w środku zimy na werandzie i czekając na Sydney myślę o nikim innym jak o Ashtonie. Odmarza mi każda część ciała. Gdzie jest ta irytująca blondynka z Chicago?!
Po półgodzinnym siedzeniu na drewnianej huśtawce i oczekiwaniu, na podjeździe moich dziadków zaparkowało dobrze mi znane srebne volvo, z którego wyskoczyła moja przyjaciółka i od razu rzuciła mi się na szyję.
- Jak ja za tobą tęskniłam. - szlochała mi do ucha
- Ja za tobą bardziej. - oderwałyśmy się od siebie, a ja podeszłam do starszej Brown - Cześć, Ashley.
- Hej malutka. Jak ja się stęskniłam. Nawet nie masz pojęcia jakie Chicago jest puste bez ciebie.
- No tak przecież byłam tam główną atrakcją. - zironizowałam
- Nic się nie zmieniłaś. Opowiadaj co tam u ciebie. - kontynuowała Ashley
- Opowiem później. Jest 5:30 nad ranem i na pewno jesteście zmęczone, z resztą jak też.
Zaprowadziłam Ashley do pokoju gościnnego na pietrze, a z Sydney położyłyśmy się spać w moim pokoju. Żadna z nich się wcale nie zmieniła. Ashley ma rozpuszczone, kasztanowe, zakręcone przy końcach włosy, a jej ubiór jak zawsze jest elegancki, ale i swobodny. Długie, blond włosy Sydney tym razem były związane w luźnego kłosa, a jej zgrabne ciało odziane było w czarną, rozkloszowaną spódniczkę, pudrową bluzkę włożoną do środka i krótką jeansówkę. Dopóki nie ich nie zobaczyłam nie miałam pojęcia jak bardzo za nimi tęskniłam i jak bardzo szczęśliwa jestem, że znów są przy mnie.

~~~~*~~~~

Obudziłyśmy się po 13:00 i skierowałyśmy się do kuchni, gdzie zastałyśmy siedzące przy stole moją babcię i Ashley.
- Witaj słoneczko. Jestem Abigail, babcia Axl.
- Dzień dobry. Sydney. Miło mi panią w końcu poznać.
- Skoro już wstałyście to ja mogę jechać. - odezwała się starsza Brown wstając od stołu
- Gdzie jedziesz? - spytałam
- Musze wrócić do Chicago po jakieś papiery. Przyjadę jutro wieczorem. - Ashley była asystentką mojej matki, ale gdy moja rodzicielka uciekła ze swoim kochankiem jej firma zbankrutowała, a mama Sydney straciła pracę. Natomiast teraz jest prezesem w nowej firmie z nieruchomościami.
- Ja muszę już jechać do sklepu, kochanie. Chcecie jechać ze mną? - zapytała babcia
- Nie, przejdziemy się. Chcę pokazać Sydney okolicę.
Szłyśmy uliczkami Lamar kierując się do sklepu mojej babci. Brown jak zwykle wyglądała jak modelka z okładki jakiegoś czasopisma o modzie, a ja byłam ''tą brzydszą przyjaciółką''.
- A więc jak ci się tu mieszka? - spytała blondynka
- Jest... dobrze.
- Dobrze? - pokiwałam głową - Powiedziałaś już dziadkom?
- Nie. Powiem im, ale za jakiś czas.
- Powiedź teraz. Lepiej, żeby dowiedzieli się od ciebie.
- Co to niby miało znaczyć? - zatrzymałam się na środku chodnika i czekałam na odpowiedź
- Nic, tylko...
- Tylko co?! - byłam co raz bardziej zdenerwowana
- Ostatnio widziałam Cole. A wiesz co to znaczy. Jeśli jest Cole, to gdzieś w pobliżu jest również Trevor.
- To nie ma znaczenia. Żaden z nich nie wie, gdzie jestem i wątpie, że będą mnie szukać.
- Trevor znajdzie cię wszędzie.
- Wiem, ale nie pozwolę mu wrócić kolejny raz. - westchnęłam i ruszyłam dalej - Coś ciekawego działo się w Chicago?
- Ty zawsze byłaś najciekawszym obiektem. Po twoim wyjeździe nadal tak jest. Wszyscy myśleli, że byłaś w ciąży, a po śmierci Monic i twojego taty się załamałaś i znowu wyjechałaś do jakiegoś szpitala.
- W ciąży? Serio? Nie było nic oryginalniejszego?
- To nie wszystko. Nie którzy myśleli, że to było dziecko Trevora, a inni, że Jimmy'ego i że po jego śmierci pewnie poskradałaś zmysły.
- Ludzka głupota dobija mnie co raz bardziej.
- Te plotki poszły w nie pamięć odkąd Bibi widziała cię na Silver Mobie z jakimś przystojniakiem. Z resztą nieźle załatwił ci wargę. - powiedziała i poruszyła wymownie brwiami
- Proszę, nie rozmawiajmy o Ashtonie.
- Co się znowu stało.
- Nic, znaczy nie wiem. Nie rozumiem go.
- Jaśniej proszę.
- Na Silver Mobie o mało nie pieprzyliśmy się na środku parkietu, a wczoraj całował mnie tak delikatnie, jakby bał się, że jak zrobi jeden zły ruch to mu ucieknę. Twierdzi, że nie bawi się w związki, a wysyła mi sprzeczne sygnały, przez co nie wiem jak się zachować, bo nie chcę mu robić żadnych nadzieji, skoro wiem, że na pewno nie będziemy razem.
- A skąd to niby wiesz?
- Nie chcę mieć chłopaka.
- Dlaczego?
- Bo był już Trevor, Jimmy i sama wiesz jak to się skończyło.
- Skąd wiesz, że z Ashtonem skończy się tak samo?
- Nie wiem... - ściszyłam głos i spuściłam głowę - Jesteśmy na miejscu.
Gdy przekroczyłyśmy próg sklepu zauważyłam stojącą przy ladzie Alice z Calumem. Po minie rudowłosej mogłam wywnioskować, że nie była zadowolona z tego, że przez cały wczorajszy wieczór ignorowałam jej telefony.
- Hej. - powiedziałam cicho. - To jest Sydney.
- Cześć. Ty musisz być Alice. - przywitała się blondynka - A ty to zapewne Calum. Dużo o was słyszłam
- My o tobie też. - powiedział Hood podając rękę mojej przyjaciółce
- Dlaczego wczoraj nie odbierałaś? Myślałam, że coś ci się stało. - odezwała się Johnson
- Przepraszam. Byłam z Ashtonem i nie słyszałam.
- A więc to dla ciebie wystawił nas Irwin. - stwierdził brunet
- Axl, może chcesz zrobić dzisiaj babski wieczór. Sydney przyjechała, więc może zaprosisz jeszcze Alice. - zaproponowała babcia
- Czemu nie. Przyjdziesz? - zwróciłam się do ciut mniej złej Johnson
- Tak. O której mam być?
- O 20:00. - oznajmiła Sydney
- Myślałem, że mieliśmy iść dzisiaj do kina. - odezwał się Calum
- Jak chcesz to też możesz przyjść. - powiedziałam ciszej, aby babcia nie usłyszała
- Wyraźnie słyszałem ''babski wieczór'', a z tego co mi wiadomo nie jestem dziewczyną. - powiedział tak samo cicho
- Dziadkowie biorą silne tabletki nasenne, więc po 23:00 możesz przyjść z chłopakami, tylko musicie wejść przez ogród.
- Spoko. Do zobaczenia, skarbie. - pocałował Alice i wyszedł
- Babciu, my idziemy kupić jakieś jedzenie na wieczór.

~~~~*~~~~
Ashton

- Może powinienem do niej zadzwonić? - spytałem Michaela leżącego na moim łóżku
- I co jej powiesz?
- Że... Przepraszam? 
- Nie bądź cipą. Faceci nie przepraszają za to, że pocałowali laskę. Z resztą przecież już się całowaliście.
- Ale nie tak... delikatnie. - po tych słowach oberwałem od Clifforda poduszką
- Od kiedy jesteś taką ciotą? 
- Pierdol się. Gdzie jest Calum?
- U Hemmingsa. Podobno mamy jakieś plany.
Do mojego pokoju wbiegł roześmiany Luke z Calumem na plecach, ale od razu wylądowali na podłodze, bo blondyn potknął się o próg moich drzwi.
- Idziemy na pidżama party! - wydarł się Hood
- Co ty pieprzysz? - spytał Michael
- Do Axl przyjechała przyjaciółka z Chicago i zaprosiły na noc Alice.
- No i?
- My też jesteśmy zaproszeni.
- Nie idziemy. - oznajmiłem
- Co?! Dlaczego?! - powiedzieli wszyscy troje naraz
- No weź. Nie będzie tak źle. - przekonywał mnie Michael
- O której mamy tam być? - zapytałem
- Po 23:00, czyli za jakieś 20 minut. - poinformował brunet
- Czyli idziemy? - spytał Hemming
- Możemy iść.
- Musimy jeszcze wstąpić do monopolowego. - oznajmił Hood

~~~~*~~~~

Jest 23:36, a my zmierzamy w kierunku domu Mann z dwiema siatkami procentów.
- Calum, dzwoń do Axl, żeby nas wpuściła. - powiedział Luke
- Nie dzwoń. Dziadek Axl nigdy nie zamyka drzwi od ogrodu. - oznajmiłem
- A ty skąd wiesz? - zapytał blondyn
- Pewnie nie raz miał okazję sprawdzić. - zaśmiał się Michael
- Zamknijcie się i chodźcie. - warknąłem
Weszliśmy do środka i skierowaliśmy się do pokoju Axl, który miał uchylone drzwi. Zeszliśmy po schodach i ujrzeliśmy wyłożoną na materacu Alice, a obok niej długonogą blondynkę, w krótkich spodenkach i obcisłej czarnej bluzce. Wygląda jak te dziewczyny, które zawsze zaliczam na imprezach, ale od jakiegoś czasu już nie zwracam na nie uwagi, bo myślę tylko o Rose.
- Hej, skarbie. - przywitał się pocałunkiem Calum ze swoją dziewczyną
- Hej. Jestem Sydney. - przywitała się z nami śliczna blondynka
- Michael.
- Luke.
- Ashton.
- Miło mi was poznać. Dużo o was słyszałam, a zwłaszcza o tobie. - zwróciła się do mnie
- My o tobie też. - wtrącił się Clifford, posyłając jej jeden ze swoich uwodzicielskich uśmiechów
- Sydney! Podaj mi jakąś koszulkę! - krzyknęła Axl zza drzwi łazienki. Blondynka wyjęła z szafy koszulkę i podała Mann, która wystawiła rękę z łazienki, a chwilę później z niej wyszła. Miała mokre włosy opadające na ramiona, ubrana była w szare dresy i dobrze mi znaną koszulkę, moją koszulkę, koszulkę z Cobainem. Na mojej twarzy zawitał uśmiech, a na twarzy Axl lekkie zawstydzenie. Wyglądała idealnie przyodziana w moje ubranie i z ledwo widocznymi malinkami na szyji, zrobionymi przeze mnie.  Od razu wyobraziłem sobie, że wyszła z pod prysznica w mojej koszulce po naszej upojnej nocy. W mojej głowie wymyślałem sceny jak krzyczy moje imię, jęczy w moje usta, ciągnie mnie za włosy, wbija paznokcie w moje plecy i wiję się pode mną. Moje sprośne myśli przerwał głos Luke'a.
- To nie jest koszulka Irwina?
- Właśnie, Rose. - powiedziałem z jeszcze większym uśmiechem
- Nazwałeś ją ''Rose''? - spytała Sydeny nie kryjąc zaskoczenia
- Idę po pościel. - odezwałam się Mann, gdy wszyscy mieli wlepiony w nas wzrok - Ashton, chodź mi pomóc.
Skierowałem się za nią do salonu i pomogłem jej wyjąć z szafy poduszki i kołdry. Wzięła ode mnie pościel, położyła ją na podłodze i odgarnęła włosy z twarzy. Gdy spojrzała na mnie chyba zdała sobie sprawę, że cały czas uważnie się jej przyglądam.
- Ładnie wyglądasz w mojej bluzce. 
- Dziękuję.
- Miałem nadzieję, że uda mi się ją dzisiaj zabrać.
- Jak chcesz mogę ci ją oddać, jeśli przyniesiesz mi jutro moje Gunsy. - powiedziała i zaczęła ściągać bluzkę, wiedziałem, że żartuje, ale gdy lekko odkryła brzuch od razu złapałem ją za ręce i pociągnąłem koszulkę w dół.
- Błagam... Nie rozbieraj się przy mnie. - wyjąkałem
- Co?
- Jeżeli zrobisz to jeszcze raz wezmę cię na tej kanapie i będę pieprzył tak mocno, że nie będziesz mogła chodzić i nie będę zwracał uwagi na to, że twoi dziadkowie śpią na górze, a nasi znajomi siedzą na dole i na nas czekają. - powiedziałem na jednym tchu i patrzyłem w zaskoczone oczy Mann. - Przepraszam. - szepnąłem
- Powinniśmy wrócić na dół. - powiedziała równie cicho. Odsunęła się ode mnie i chwyciła pościel leżącą na podłodze
~~~~*~~~~
Axl
Po wypiciu butelki wódki i paru piw zaczęliśmy grać w butelkę, która polegała na zadawaniu sobie głupich pytań lub zadań. Michael i Sydeny trzy razy mieli zadanie, aby się pocałować, a teraz blondynka siedzi na jego kolanach i robi to z własnej, nieprzymuszonej woli. Co mnie wcale nie dziwiło, ponieważ znam swoją przyjaciółkę od 17 lat. Tym razem kręcił Luke i padło na mnie.
- Pytanie. - powiedziałam od razu lekko bełkocząc
- Jesteś dziewicą?
- Poważnie, Hemmings? - zapytał Calum
- Nie, nie jestem. - chwyciłam butelkę i zakręciłam. Sydney.
- Pytanie. - wybełkotała na chwilę odrywając się od twarzy Clifforda
- Ile zostało czasu zanim zaczniesz się z nim pieprzyć na naszych oczach? - zapytałam sarkastycznie, ale nie niemiło.
- Nie wiele. - odpowiedziała odrywając twarz czerwonowłosego od swojej szyji, aby zakręcić butelką - Ooo, Lukey.
- Wyzwanie, słonko.
- Hmm... - Brown udawała zastanowienie i utkwiła swój wzrok we mnie. - Pocałuj Axl.
- Sydney. - ostrzegła, chociaż wiedziałam, że zrobiła to dla zabawy, a nie po to, aby zrobić mi na złość
- Z języczkiem. - dodała
- Wstawaj, mała. - rozkazał blondyn podchodząc do mnie chwiejnym krokiem. Podniosłam się lekko zataczając i podchodząc do chłopaka, który uśmiechał się cwaniacko. Chwycił mnie w talii i przysunął bliżej do siebie, a następnie zaatakował moje usta. Hemmings bez żadnego sprzeciwu z mojej strony pieścił podniebienie oraz ssał mój język. Wszystko robił bardzo gwałtownie, ale bez problemu za nim nadążałam i przez alkohol krążący w moich żyłach zaczęłam walczyć o dominację
- Gorzko! Gorzko! - usłyszałam krzyki Brown, której zawtórowała Alice
- Ash, rozluźnij szczękę, bo połamiesz zęby. - szepnął Calum i wtedy wiedziałam, że muszę zakończyć ten pocałunek. Odsunęłam się od Luke, który teraz miał na twarzy jeszcze większy uśmiech.
- Teraz jestem pewny, że nie jesteś dziewicą. - stwierdził, ale nie zdążyłam mu odpowiedzieć, ponieważ zostałam pociągnięta za ramię do łazienki. Irwin popchnął mnie lekko na pralkę, a następnie zamknął za nami drzwi na klucz.
- Co ty robisz? - zapytałam spokojnie i czułam jak wypity alkohol opuszcza moje ciało
- Dlaczego go pocałowałaś? - warknął mocno zdenerwowany
- Bo takie miałam zadanie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Ale dlaczego ''TAK'' go pocałowałaś?!
- Jak?!
- Tak jak powinnaś całować mnie. - szepnął
- Jesteś zazdrosny? - zapytałam z lekkim rozbawieniem zakładając ręce na piersi
- Tak! Kurwa, tak! - krzyknął przez co nie było mi do śmiechu
- Wszystko w porządku? - usłyszałam zmartwiony głos Alice
- Tak! - warknął szatyn stojący na przeciwko mnie
- Axl! - tym razem była to Sydeny, ale bardziej zdenerwowana niż zamrtwiona
- Tak. Zaraz przyjdziemy. - powiedziałam i zwróciłam się do chłopaka - Nie powinieneś być zazdrosny. Nie jesteśmy nawet razem.
- Boże, Rose... - zrezygnowany pokręcił głową - Dlaczego jesteś tak bardzo ślepa? - wyszedł zostawiając mnie samą z kolejnym natłokiem myśli

~~~~*~~~~

''Najczęściej poruszają nas słowa,
które ktoś powiedział niechcący,
gdy nie o tym myślał 
i nie o to mu chodziło...''

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie!
Mam do was dwie sprawy.
1. Chcielibyście, abym założyła aska (abyście mogli zadawać pytania odnośnie opowiadania i lepszego poznania mnie) oraz twittera (gdzie pojawiały by się informację odnośnie terminów pojawiania się rozdziałów i mini spoilery)?
2. Bardzo przepraszam, że dodaje tak późno, ale byłam na wyjeździe i wróciłam w sobotę w nocy i w dodatku rozcięłam sobie palec przez co ciężko mi się pisze na klawiaturze. 

Jak podoba wam się rozdział? Jak zawsze liczę na wasze opinie w komentarzach.
Do zobaczenia ;-]

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 14

Całą noc płakałam. Wiem, że chłopcy mieli rację i śmierć Jimmy'ego nie była moja winą. Więc dlaczego czuję się winna? Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak źle jak dzisiaj. Nie mówię już o opuchniętych od płaczu oczach, ale o opuchniętej dolnej wardze i dekolcie pokrytym mnóstwem malinek. Jak ja mam to wszystko zakryć?
Po krótkim, orzeźwiającym prysznicu wory pod oczami i sinika pod wargą zakryłam korektorem, a oznaczony dekolt pokrył puder, który nie wykonał swojego zadania jak powinien i czerwone ślady wciąż były widoczne. Ubrałam czarne rurki, trampki i bluzkę z długim rękawem i małym dekoltem, a na to długi, szary sweterek. Włosy przerzuciłam przez ramiona.
Alice zabrała mnie z przed domu i nie obyło się bez pytań o mój dzisiejszy wygląd. Rudowłosa nie uzyskała odpowiedzi, gdyż zgrabnie zmieniłam temat i teraz słuchałam jak dokładnie przeminął sobotni bal.
Pierwsze lekcje minęły w mgnieniu oka i teraz siedziałam na stołówce z Johnson, jej chłopakiem i Michaelem, którzy ciągle pytali jak było na Silver Mobie.
- Ale co to znaczy dobrze? - dopytywał Calum
- Sądząc po jej szyji i tym, że Irwin wciąż nie przyszedł, musieliście spędzić upojnie chwilę - stwierdził Clifford, a ja momentalnie poprawiłam włosy
- Ashton ci to zrobił? - spytała zaskoczona Alice, wskazując na czerwone ślady, nie uzyskała odpowiedzi
- Ta warga to też jego robota? Co? Ugryzł cię? - zapytał rozbawiony czerwonowłosy i kolejny raz nie uzyskał odpowiedzi - Zaraz się dowiemy, skoro ty nic nie mówisz. - powiedział i wskazał głową za mnie. W naszą stronę zmierzał nikt inny jak Irwin. Nawet stąd mogłam dostrzec malinki na jego szyji i obojczykach, nie starał się ich nawet zakryć, wręcz przeciwnie - z dumą je eksponował. Gdy był już przy naszym stoliku i zauważył, że się mu przyglądam, posłał mi cwaniacki uśmieszek.
- Michael miał rację. Musieliście dobrze wykorzystać czas na Silver Mobie. - odezwał się Calum
- Ale jednego nie rozumiem. Sądziłem, że umiesz się całować, a tym czasem rozwaliłeś Axl całą dolną wargę. - dopowiedział Clifford, ale nie usłyszał żadnego słowa od Ashtona, który wciąż patrzył na mnie. Chwilę, w której oboje się w siebie wpatrywaliśmy przerwał ktoś szturchający mnie w ramię.
- Przepraszam. Axl Mann? - spytał przystojny nieznajomy
- Tak, a o co chodzi?
- Jestem Mr. White*. Nowy nauczyciel literatury. - wyjaśnił - Chciałbym porozmawiać z tobą o twoim wypracowaniu na temat ''Skąpca''*.
- A co z nim nie tak? - zabrzmiało to niezbyt miło, chociaż nie było to moim zamiarem
- Nic, jest intrygujące i chciałbym z tobą o nim porozmawiać. Mogłabyś zgłosić się do mnie po przerwie świątecznej?
- Nie ma problemu. - oznajmiłam z uśmiechem, który on odwzajemnił i odszedł - To jest nowy nauczyciel? - spytałam Alice nie kryjąc zaskoczenia
- Przystojny, prawda?
- Nie wydaje mi się. - wtrącił się Ash
- Właśnie. - zawtórował mu Hood
Naszą krótką wymianę zdań przerwała Paige wraz ze swoją świtą.
- Hej Aszti. - zaćwierkotała
- Idź stąd, Paige. - powiedział Michael, ale dziewczyna go zignorowała i zwróciła się do mnie. Spojrzała na moją szyję, a później na Irwina. Chyba połączyła fakty, bo obdarzyła mnie nienawistnym spojrzeniem i przemówiła.
- Najpierw dobierałaś się do mojego brata, a teraz do Ash'a. - stwierdziła i odwróciła się do chłopaka - Pamiętaj, że ona nigdy nie sprawi ci takiej przyjemności jak ja. - powiedziała i powtórnie zwróciła się do mnie - Nie sądziłam, że jesteś taką ździrą.
- Tobie nigdy nie dorównam. - odpowiedziałam z uśmiechem, a taca, na której znajdowała się odkręcona woda i jakaś sałatka, którą trzymała brunetka wylądowała na mnie - Suka. - burknęłam pod nosem, na tyle głośno, aby mogła to usłyszeć.
- Dziwka. - odpysknęła
- Idę do łazienki. - poinformowałam Alice i wyszłam ze stołówki, po drodze strzepując z siebie listki sałaty. Woda, którą zostałam oblana zmyła cały puder i malinki na moim ciele były teraz o wiele bardziej widoczne. Patrząc w lustro wygrzebywałam z włosów sałatę, gdy drzwi łazienki się otworzyły, a w nich stanął Mr. White wchodząc głębiej do pomieszczenia.
- Co się stało? - spytał stając tuż za mną. Odwróciłam się do niego i posłałam mu mały uśmiech
- Mały wypadek.
- Mam nadzieję, że na stołówce nie trwa właśnie jakaś wojna na jedzenie.
- Nie ma się czym martwić. Tylko ja ucierpiałam.
- Masz bardzo czułego chłopaka. - stwierdził wskazując na mój dekolt
- Nie mam chłopaka. - po tych słowach uświadomiłam sobie co on może sobie teraz o mnie myśleć. - To nie tak. Ja...
- Rozumiem. - oznajmił rozbawiony - Całkiem niedawno też byłem nastolatkiem.
- Nie wątpię. - dodałam cicho, ale sądząc po jego uśmiechu wiedziałam, że to usłyszał
- Masz jeszcze trochę sałaty we włosach. - przeczesałam włosy ręką, próbując zrzucić zieleninę - Zaczekaj. - odsunął moją rękę i sam przybliżył swoją starając się pozbyć rośliny. W tym samym czasie w drzwiach stanął Ashton, a na widok nauczyciela jego dłonie zacisnęły się w pięści.
- Zabieraj od niej łapy! - warknął podchodząc do mężczyzny niebezpiecznie blisko
- Spokojnie. Starałem się tylko pomóc... - wypowiedź Mrs. White'a przerwał cios Irwina wymierzony w twarz nauczyciela. Mężczyzna zachwiał się, a chłopak wybiegł z łazienki.
- Zaprowadzę Pana do pielęgniarki. - powiedziałam spanikowana, pomagając mu utrzymać się na nogach
- Nie trzeba. Jest dobrze.
- Na pewno? - mężczyzna pokiwał twierdząco głową, a ja wybiegłam z pomieszczenia w poszukiwaniu Ash'a. Znalazłam go przed szkołą, kierującego się do swojego samochodu
- Ashton! - krzyknęłam, ale nie zareagował - Ashton! Do cholery! - podbiegłam do niego, a on się do mnie odwrócił, w jego oczach wyraźnie było widać złość
- Czego?! - warknął
- Uderzyłeś nauczyciela i ty się jeszcze pytasz czego?!
- Dobierał się do ciebie! - krzyczał podchodząc blizej
- Nie prawda.
- Gdybym jak robił coś takiego już dawno dostałbym po łapach!
- To jest nauczyciel! Nie powinieneś tego robić! - krzyczałam, a on się odwrócił i szedł przed siebie. Gdy złapałam go za nadgarstek, wyrwał się i przyśpieszył. Wyrzuciłam swoje ręce do góry w geście frustracji i wróciłam do szkoły. Przerwa już dawno się skończyła, więc skierowałam się do sali matematycznej, przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam obok Hemmingsa.
- Słyszałem, że Ash nieźle przywalił temu nowemu belfrowi. - odezwał się blondyn
- Pomagał mi wyciągnąć sałatę z włosów, a Irwin rzucił się na niego pięściami.
- Nie dziwie mu się.
- Co?
- Oznaczył cię. - powiedział wskazując na malinki - Nic dziwnego, że wkurzył się jak jakiś inny gość zaczął cię dotykać.
- To i tak go nie usprawiedliwia.
- Widzimy się dzisiaj?
- Nie. Jestem u babci w sklepie, a z resztą Sydney przyjeżdża rano.

~~~~*~~~~

Jestem w tym cholernym sklepie i wieszam te cholerne ubrania. Jeszcze tylko 30 minut i będę mogła zakopać się w moim łóżku z laptopem na kolanach. Przez cały dzień próbuję odpychać od siebie myśli o Jimmy'm, w dodatku Irwin podniósł moje ciśnienie swoim zachowaniem.
Do moich uszu dobiegł dźwięk dzwoneczka wiszącego nad drzwiami wejściowymi sklepu. Skierowałam tam swoją głowę i ujrzałam Sophie, a za nią Ashtona i momentalnie odwróciłam wzrok.
- Axl! Podejdź tu. - zawołała mnie babcia. Stanęłam obok Irwina - Możesz już iść do domu. Razem z Sophia musimy pozałatwiać parę rzeczy. 
- Okej. - odpowiedziałam i wzięłam swoją torebkę zza lady
- Ashton cię odwiezie. - oznajmiła Sophia, gdy stałam już przy drzwiach. Spojrzałam na chłopaka, który wzrok wciął miał wlepiony w końcówki swoich butów. Po chwili ruszył się z miejsca idąc w moja stronę i nawet nie obdarzając mnie spojrzeniem, wsiadł do samochodu.
Jechaliśmy w ciszy przez dobre 10 minut, aż w końcu postanowiłam się odezwać.
- Powiesz mi w końcu co w ciebie dzisiaj wstąpiło?
- Nie. - odpowiedział krótko i znów zapadła cisza
Po kilku następnych minutach chłopak się zatrzymał, a ja nie miałam zamiaru ruszać się z miejsca, przez co w końcu obdarzył mnie spojrzeniem.
- Nie wysiądę z tego samochodu dopóki nie wyjaśnisz mi tego co się dzisiaj stało. - oznjamiłam
- W porządku. - powiedział wciąż patrząc na mnie
- Mówię poważnie.
- Dobra. To chcesz gdzieś jechać, czy będziemy tak stać na podjeździe twoich dziadków?
- Nie wiem. Ty mieszkasz tu dłużej. Zabierz mnie w jakieś fajne miejsce.
Ashton nic nie odpowiedział tylko zaczął jechać w nieznanym mi kierunku.

~~~~*~~~~
Ashton

Zatrzymałem się na skraju małego lasku, a zdezorientowanie na twarzy Axl, tylko mnie rozbawiło. Sięgnąłem po skórzaną kurtkę z tylnego siedzenie i podałem dziewczynie, która wzięła ją niepewnie.
- Po co mi to? - spytała 
- Po prostu załóż, bo będzie ci zimno.  - wysiadłem z samochodu i czekałem, aż to samo zrobi brunetka. Wyglądała komicznie w mojej, za dużej na nią skórze.
- Gdzie jesteśmy? - zapytała podchodząc do mnie
- Zobaczysz. - powiedziałem i skierowałem się w głąb lasu, Mann nie zrobiła tego samego - Idziesz?
- Nie wejdę z tobą do lasu w nieznanym mi celu, gdy jest ciemno.
- Jeśli wolisz zostać tutaj, nie ma sprawy. - oznajmiłem i kierowałem się dalej
- Zaczekaj! - krzyknęła i w mgnieniu oka znalazła się przy mnie, przyklejona do mojej ręki
Szliśmy jeszcze chwile, aż naszym oczom ukazał się stary domek na skraju klifu, z którego widać było całe Lamar.
- Zaprowadziłeś mnie do jakiegoś opuszczonego domu? - spytała stąpając z nogi na nogę
- Nie jest opuszczony.
- To czyj jest?
- Mój.
- Twój? - nie kryła swojego zaskoczenia
- Tak, mój. - patrzyła na mnie, domagając się dalszych wyjaśnień - Mój dziadek przepisał go na mnie.
Wszedłem do domu, zapalając starą, małą żarówkę, która oświetlała wnętrze. Dom nie jest duży, ale nie jest też mały. Posiada trzy pokoje, salon z kuchnią, łazienkę i werandę, z której można obserwować całe miasteczko.
- Co zamierzasz z nim zrobić? - spytała Mann stając obok mnie na werandzie, po zwiedzeniu w milczeniu całego domu
- Wyremontować i zamieszkać. - odpowiedziałem nie spuszczając wzroku z panoramy Lamar
- A kiedy zamierzasz to zrobić?
- Jak tylko skończę studia.
- Jesteś w ostatniej klasie, wiesz już gdzie będziesz studiować?
- Jeśli uda mi się przyzwoicie napisać egzaminy końcowe to prawdopodobnie w Norwegii.
- Daleko... - zauważyła
- Mają tam dobra drużynę koszykarską, gdybym się dostał mógłbym z nimi grać. Z resztą nic mnie tu nie trzyma. - przeniosłem swój wzrok na Axl, która swoimi zielonymi oczami skanowała całą moją twarz - A ty? Wiesz gdzie chcesz studiować?
- Mam jeszcze rok, ale zastanawiam się nad Florydą.
- Kim był dla ciebie Jimmy? - wypaliłem sam nie wiedząc czemu, ale nie zdziwiło jej to pytanie
- Kiedyś ci wszystko powiem, ale nie teraz. - oznajmiła kładąc swoją dłoń na mojej - Czemu uderzył White'a? - na to pytanie odwróciłem się od niej plecami jak małe, obrażone dziecko - Ashton! - stanęła przede mną. Tak bardzo podoba mi się jak wymawia moje imię.
- Dobierał się do ciebie.
- Nie prawda.
- Czemu go bronisz?!
- Nie bronię. Po prostu... Nie ważne. To jednak nauczyciel nie powinieneś go bić.
- Nic mu nie będzie.
- Nie chodzi mi o niego, tylko o ciebie. - powiedziała patrząc mi w oczy i łapiąc za ramiona, abym skupił na niej swoją uwagę - Wiesz jakie możesz mieć przez to problemy? 
- Nie obchodzi mnie to.
- Ale mnie tak. Proszę, obiecaj mi, że go przeprosisz po świętach.
- Dobierał się do ciebie.
- Ash...
- Nie zakrywaj ich. - powiedziałem odrzucając jej włosy zasłaniające jej szyję i dekolt, które ozdobione są śladami świadczącymi o tym, że znajdowały się tam moje usta. Nie mogłem się oprzeć i musnąłem jej szyję moimi ustami. Spojrzałem na nią, chwyciłem w dłonie jej policzki i przycisnąłem swoje wargi do jej. Delikatnie muskałem jej usta, swoje ręce przeniosła na moją szyję, złapałem za końcówki mojej kurki, którą miała na sobie i przyciągnąłem bliżej do sobie, po czym ułożyłem swoje dłonie na jej biodrach. Moje serce biło w niebezpiecznie szybkim tempie, żadne z nas nie pogłębiało pocałunku, a mimo to był perfekcyjny. Nieśmiało muskaliśmy nawzajem swoje wargi. Było świetnie, ale pragnąłem więcej, przejechałem językiem po jej dolnej wardze, pragnąć o dostęp, ale spotkałem się z syknięciem z bólu, z jej strony. Oderwała się ode mnie, wciąż trzymając swoje ręce na mojej szyji i patrząc mi prosto w oczy. 
- Jest już późno. - powiedziała tak cicho, że prawie nie usłyszałem. Swoje dłonie zsunęła po moim torsie, przez co przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Moje ręce wciąż trzymały jej biodra i nie miały w zamiarze puścić. Przybliżyłem się do niej i złożyłem pocałunek na jej wargach. Usta Rose są chyba najsłodszą rzeczą na świecie. Ten pocałunek również należał do tych delikatnych i przez chwilę go odwzajemniała, ale gdy moje ręce zaczęły błądzić po jej plecach, co chwilę zahaczając o skrawki jej bluzki i muskając nagą skórę znów się ode mnie odsunęła.
- Zawieź mnie do domu. - odeszła i sama zaczęła kierować się w stronę lasu, do którego nie chciała wejść. Przeczesałem dłonią włosy, ciągnąc za ich końcówki. Zerknąłem na zegar w telefonie, który wskazywał grubo po dwudziestej trzeciej. Dlaczego kurwa ja zawsze muszę zniszczyć coś tak idealnego?!

~~~~*~~~~

''Najpiękniejsza chwila w ciągu dnia?
Północ...
Bo tylko wtedy nie ma dzisiaj,
a jutro jeszcze nie nadeszło.''

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Mr. White 
* ''Skąpiec'' - książka napisana przez Moliera

Witajcie!
Jak podoba wam się rozdział?
Bardzo przepraszam, ze dodaje go tak późno.
Liczę na komentarze z waszymi opiniami.
Do zobaczenia ;-]

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 13

Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Nic dziwnego, nie wypiłam mało. Na zegarze nad drzwiami łazienki widnieje 10:30. Jakim cudem obudziłam się tak wcześnie? Jeśli chcę się jeszcze spotkać z Timmy'm i DJ'em powinnam wstać. Gdy podniosłam się z łóżka i  spojrzałam na śpiącego Ashtona przypomniałam sobie wszystko co wydarzyło się w nocy. Nie chcę o tym teraz myśleć. Dresy zmieniłam na czarne rurki, a na koszulkę założyłam bluzę Dylana. Włosy związałam w kucyka i wyszłam kierując się do starej remizy. Przed budynkiem walało się mnóstwo śmieci i... ludzi, którzy zaliczyli zgon przed dojściem do domu. W środku nie było lepiej. Z gracją wyminęłam wszystkie osoby śpiące na podłodze i dostałam się do chłopaków, którzy obżerali się pizzą.
- Axl! - krzyknął DJ, co spowodowało tylko większy ból głowy
- Ciszej, proszę. - zachrypiałam
- Właśnie DJ ciszej. Młoda wczoraj nieźle zabalowała. - zaśmiał się Timmy
- Mogę wam zakosić jedną pizzę dla chłopaków? - spytałam siadając obok nich, na co oni zgodzili się kiwając głowami i podając jedno pudełko
- A więc Timmy nie kłamał. Ten chłopak z Lamar naprawdę cię ugryzł? - zapytał rozbawiony DJ, a ja schowałam twarz w dłoniach, prosząc o inny temat - A tak w ogóle to jak ci się tam mieszka?
- Jest spoko. To małe miasteczko, więc nie dzieje się w nim tyle co w Chicago.
- Powiedziałaś dziadkom o tym co działo się w Chicago? - spytał blondyn, a ja pokręciłam głową
- Więc teraz jesteś ''grzeczną dziewczynką''? - kontynuował drugi
- Po prostu nie rzucam się w oczy.
- Podziwiam cię, Axl. Jesteś naprawdę twarda. Ten rok jest dla ciebie okropny. Nie mówiąc już o tych wypadkach, najpierw śmierć Monic, później twój tata, a teraz Jimmy. - powiedział DJ
- Co?! Co jest z Jimmy'm?! - krzyknęłam zrywając się na równe nogi
- Myśleliśmy, że wiesz... - zaczął Timmy podchodząc do mnie
- Co wiem?!
- Słyszeliśmy że wysłali do ciebie list z Long Way Hospital.
- Bo wysłali, ale nie czytałam go. Zadzwonił do mnie i mówił, że znów jest na odwyku, więc myślałam, że wysłali go po to, abym do niego przyjechała. - mówiłam coraz bardziej spanikowana, a chłopcy spojrzeli na siebie, a później na mnie współczującym wzrokiem - Proszę, powiedzcie mi co się stało?! - błagałam krztusząc się łzami
- Tym razem było gorzej, Axl. Jimmy chciał żebyś przyjechała, ale powiedziałaś, że już mu nie pomożesz, a później przestałaś od niego odbierać. Nikt cię za to nie wini. On cię wtedy zostawił, a ty zawsze byłaś przy nim...
- Co się kurwa stało?!
- Jimmy nie żyje. - powiedział DJ, a poczułam jak grunt wali się pod moimi nogami, znowu
- Co? - wyszeptałam
- Sama wiesz jak jest w Long Way Hospital. Faszerowali go jakimiś lekami, które podobno miały mu pomóc. Dostał zapaści.
- Kiedy?
- W poniedziałek.
Łzy spływały po moich policzkach, a ja tylko stałam. Nie mogłam się ruszyć ani nic powiedzieć. Chłopcy chcieli mnie przytulić, ale ja tego nie chciałam. Pobiegłam do łazienki i zwróciłam chyba wszystko co jadłam w ostatnim tygodniu. Ucisk w mojej klatce piersiowej był tak mocny, że łzy leciały mi również z bólu fizycznego. Gdy się już trochę uspokoiłam, przestałam płakać i wymiotować podniosłam się z brudnej podłogi i napotkałam zmartwione spojrzenia chłopaków. DJ objął mnie tak mocno jakby myślał, że zaraz się rozsypie, co w tamtym momencie było bardzo możliwe. Następnie podszedł do mnie Timmy, rękami chwycił moją twarz i spojrzał mi prosto w oczy.
- Pamiętaj, młoda. To nie była twoja wina. Jimmy był chory i każdy o tym wiedział. Nic z tego co się stało w ostatnim czasie nie było twoją winą. Rozumiesz?
Pożegnałam się z DJ i Timmym co zajęło znacznie więcej czasu niż zwykle. Chwyciłam pudełko z pizzą i skierowałam się z powrotem do motelu. Po drodze zwymiotowałam jeszcze raz, usiadłam na krawężniku i przez 15 minut wypłakiwałam wszystkie łzy, które w sobie miałam.

~~~~*~~~~
Ashton

- Gdzie jest Axl? - spytałem Logana wychodzącego z łazienki
- Pewnie poszła do remizy pogadać z chłopakami.
Gdy zmieniłem ciuchy do pokoju wpadła uśmiechnięta brunetka z pizzą w ręku, która od razy zabrał jej Dylan. Razem z Millerami jedliśmy śniadanie, a Rose siedziała w łazience. Kac nie działa na nią dobrze, ma zaczerwienione oczy i całą twarz opuchniętą.
- Już 13:00. Powinniśmy się zbierać. Do Chicago długa droga. - odezwał się Logan
- Axl! Chodź tu, oddaj moją bluzę i pożegnaj się ze swoimi ulubionymi bliźniakami. - krzyknął Dylan
Mann wyszła z łazienki i wyglądała jeszcze gorzej niż wcześniej. Oczy miała tak czerwone, że mogłoby się wydawać, że popękały jej krwinki. Millerowie zerwali się na równe nogi i od razu do niej podbiegli, obejmując ją.
- Hej, Axl. Wszystko w porządku?
- Stało się coś?
- Nie, jest dobrze. Po prostu będę za wami tęsknić. - zachrypiała
- Na pewno. Nas nie okłamiesz. Powiedź co się stało.
- Powinniście już jechać. Macie jutro szkołę. - starała się zmienić temat, a ja stałem obok nich i nie wiedziałem co robić
- Axl... - zaczął Dylan
- Pogadajcie z Timmym lub DJ. - powiedziała
Millerowie się ubrali, spakowali i zasypali Mann tysiącem pocałunków i uścisków, aż wreszcie poszli. Udałem się do łazienki, a gdy wróciłem zobaczyłem skuloną brunetkę z twarzą schowaną w swoich dłoniach i pochlipującą cicho. Podszedłem do niej, nie mając pojęcia jak się zachować.
- Nie płacz, Rose. - zacząłem
- Nie płaczę. - odpowiedziała wycierając twarz o rękawy swetra
- Wszystko w porządku? - spytałem, a dziewczyna przeniosła swój wzrok prosto na mnie i pokręciła przecząco głową - Co się stało?
- Pamiętasz tego chłopaka, który do mnie dzwonił na samym początku, gdy przyjechałam do Lamar? - pokiwałem głową na ''tak''. Pamiętałem go. Jamie lub Jimmy. - On nie żyje. I to moja wina. Nie chciałam do niego przyjechać kiedy mnie potrzebował. - mówiła zalewając cię kolejnymi łzami
- To na pewno nie była twoja wina.
- Była. Gdybym od niego obierała, gdybym nie powiedziała mu, że już mu nie pomogę, gdybym przyjechała...
- Tak mi przy...
- Nic nie mów, Ash. Po prostu mnie przytul i nic nie mów, proszę. - przyciągnąłem ją bliżej do siebie i zamknąłem w szczelnym uścisku, czułem jak jej piąstki zaciskają się na mojej koszulce, a jej łzy moczą mój rękaw. Wydawała się taka bezbronna. Mała zraniona dziewczynka i jeden zły ruch, żeby całkiem się rozsypała.

~~~~*~~~~

Jechaliśmy już z trzy godziny, a Axl dała mi jasno do zrozumienia, że nie chce rozmawiać o tym co się rano wydarzyło i żebym nie drążył tematu. Ta brunetka, która siedzi obok mnie jeszcze parę godzin temu wyglądała na całkowicie zdruzgotaną, a teraz się śmieje i żartuje, jakby dzisiejszy poranek nie miał miejsca. Robię to samo, ale nie jestem dobrym aktorem, więc wiem, że ona wie, że tylko udaję.
- Kiedy zrobiłaś sobie ten tatuaż? - spytałem wskazując na jej lewe biodro.
- W moje 16 urodziny. 
- Czemu róża?
- Tata zawsze mówił na mnie Rose, więc czemu nie? - wzruszyła ramionami - Ale nie mów o nim nikomu.
- Taka nasza słodka tajemnica. - powiedziałem dziewczęcym głosem, co wywołało śmiech Mann. To jest chyba najpiękniejszy odgłos jaki kiedykolwiek słyszałem. Czekaj! Nie! Nie jest piękny. Śmiech dziewczyny nie może być piękny.
- Przepraszam za to. - oznajmiła wskazując na moją szyję, na której znajdowały się malinki zrobione przez nią. Na samo wspomnienie tamtej nocy mam uśmiech na twarzy
- Ja się nie gniewam. Muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie. Nie sądziłem, że możesz tak dobrze całować. - za te słowa dostałem kuksańca w ramię - To przecież komplement. - Axl wywróciła oczami i próbowała ukryć uśmiech - Ja przepraszam za to. - wskazałem na jej dekolt pokryty mnóstwem zaczerwienionych śladów - I za to. - dotknąłem kciukiem jej opuchniętej wargi
- Musisz nauczyć się całować.
- Co? Ja akurat całuje bardzo dobrze. Gdyby nie Dylan nie narzekałabyś, tylko prosiła o więcej...
- Ashton!
- O tak, kochanie, głośniej. - Rose schowała twarz w dłoniach i starała się stłumić śmiech - Skoro mam nauczyć się całować, to może ty mnie nauczysz - posłałem jej jeden z moich uwodzicielskich uśmiechów
- O nie! Moje usta już wystarczająco ucierpiały. Znajdź sobie innego korepetytora. - dźgnąłem ją placem w brzuch - Ciekawa jestem jak ja to teraz zakryje.
- Nie zakrywaj. Do twarzy ci z tymi malinkami, ale tylko jeśli są zrobione przeze mnie. - Axl się zaśmiała, a ja jej zawtórowałem - Żałujesz?
- Co?
- Żałujesz tego co się wczoraj stało?
- Nie. - jej odpowiedź kolejny raz wywołała mój uśmiech
- Gdyby nie Dylan, mogłoby dojść do czegoś więcej?
- Nigdy się nie dowiemy.
- A gdyby doszło, żałowałabyś?
- Nie wiem.
- Podobało ci się? - pytając o to byłem tak zawstydzony jak nigdy wcześniej
- Źle nie było. - trochę zabolało - Żartuję. Było... przyjemnie. - Oj tak, było bardzo przyjemnie
- Powtórzyłabyś to na trzeźwo? - wzruszyła ramionami - A chciałabyś?
- Czy to jest jakieś przesłuchanie? - po rumieńcach na jej policzkach, wiem, że by chciała. 
Od dalszych pytań wyratował ją dzwoniący telefon. Jej telefon. Sydney. Odebrała i wzięła na głośnik.
- Hej Sydney. - przywitała się brunetka, a ja siedziałem cicho
- Hej, kocie. Millerowie do mnie dzwonili. Tak mi przykro, Axl. To nie twoja wina. Wiesz to?
- Nie chcę o tym rozmawiać - ucięła Mann
- Jasne, że nie chcesz. Więc powiedź mi jak było na Silver Mob?
- Jak zawsze, zajebiście.
- Słyszałam, że wzięłaś jakieś ciasteczko z Lamar i że się z tym ciasteczkiem całowałaś.
- Przestań powtarzać ''ciasteczko'' - mi się podoba
- Naprawdę cię ugryzł?
- To był wypadek. - broniłem się
- A więc jestem na głośniku. Przespaliście się? - zatkało mnie to pytanie i chciałbym odpowiedzieć ''tak''
- Sydney! - pisnęła Axl
- Czyli tak!
- Nie! Kiedy przyjeżdżacie? 
- We wtorek rano. Ty już masz swojego przystojniaka z Lamar, znajdzie się jakiś dla mnie?
- Właściwie to jest jeden, który mógłby ci się spodobać. - pewnie mówi o Michaelu
- Oby tylko nie robił sobie jakiś nadzieji. Dobra ja muszę kończyć. Do wtorku. Zabezpieczajcie się! - zanim Axl zdążyła odpowiedzieć jej przyjaciółka już się rozłączyła
- Jestem twoim przystojniakiem z Lamar? - spytałem rozbawiony
- Ja nigdy cię tak nie nazwałam.
- Oczywiście. Dobra musimy się zatrzymać po gumki. - Mann posłała mi pytające spojrzenie - Sydney kazała się nam zabezpieczać, chyba, że jesteś na tabletkach. Mi to nie przeszkadza.
- Zamknij się. - te słowa wywołały u mnie kolejną salwę śmiechu

~~~~*~~~~
Axl

- Daleko jeszcze? - spytałam chłopaka bawiąc się bandaną, która zakosiłam z jego głowy
- Jeśli jeszcze raz się o to zapytasz, zwiąże cię tym. - powiedział wskazując na kawałek materiału w moich rękach
- Będziesz bawił się w Greya?
- To propozycja? - na jego słowa pokręciłam głową z dezaprobatą
Naszą krótką wymianę zdań przerwał dzwonek mojego telefonu. Alice. Odebrałam i wzięłam na głośnik.
- Hej. - przywitałam się
- Hej, za ile będziecie w Lamar? - spojrzałam na Ash'a 
- Za 15 minut. - odpowiedział, a mi powiedzieć nie chiał
- Jak było na balu? - spytałam
- Świetnie. Luke został królem, a Paige królową. Mamy nowego nauczyciela od języka angielskiego. Ma tylko 22 lata i jest bardzo przystojny, dziewczyny nie odstępowały go na krok na balu. Będzie chciał z tobą jutro rozmawiać.
- Ze mną? Dlaczego?
- Sprawdzał nasze ostatnie wypracowania i twoja praca go zaintrygowała.
- A więc nici z lekcji indywidualnych. Romans z nauczycielem jest taki kuszący.
- Axl!
- Żartuję.
- Przyjadę po ciebie rano. Do jutra! - rozłączyła się
- Jesteśmy. - poinformował mnie dość oschle Irwin
- Naprawdę dziękuję, że ze mną pojechałeś i ogólnie za wszystko. - powiedziałam i wysiadłam z samochodu
Gdy przekroczyłam próg drzwi od razu obok mnie znalazł się dziadek i mnie przytulił.
- Już myślałem, że nie wrócisz.
- Ale wróciłam. Gdzie babcia?
- Zaraz powinna przyjechać.
- Pójdę zanieść torbę i zaraz przyjdę. - oznajmiłam i zaczęłam kierować się w stronę swojego pokoju
- Axl! - zawołał za mną dziadek przez co się odwróciłam - Doszło do czegoś pomiędzy tobą a Ashtonem? - to pytanie mnie zamurowało
- Co? - zapytałam, a dziadek wskazał na mój dekolt, który pokryty był śladami świadczącymi o tym, że znajdowały się tam usta chłopaka - Tylko się całowaliśmy.
- Wiem, że masz 17 lat i interesujesz się chłopcami. Ashton to miły chłopak, ale nie potrafi obchodzić się jeszcze z dziewczynami. Jesteś moją wnuczką i nie chcę żebyś cierpiała. Nie mówię, że masz się z nim nie zadawać. Chcę tylko żebyś uważała. Jestem pewien, że wiesz na czym polegają jego związki z dziewczynami.
- Wiem. - powiedziałam i poszłam do pokoju

~~~~*~~~~
 
 ''Tylko dlatego, 
że ktoś wygląda na szczęśliwego,
nie znaczy że taki jest,
ponieważ nawet biała róża
ma czarny cień.''

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie!
Bardzo przepraszam was za ten rozdział, wydaję mi się, że jest taki nijaki.
Liczę na wasze opinie w komentarzach.
Do następnego ;-]

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 12

Jak ja kocham Silver Mob! Jesteśmy tu już dobre 3 godziny przez co mogę już odczuć skutki wypitego przeze mnie alkoholu, a nie szczędziłam sobie. Dylan od razu zniknął mi z pola widzenia. Razem z Loganem i Ashton'em na początku siedzieliśmy przy barze wlewając w siebie trunki. Po czasie Miller ulotnił się na tyły z jakimś chłopakiem, a gdy Ash zajął się jakąś blondyną, ja udałam się do DJ. Z nim spędziłam 2 godziny na wspominaniu, rozmawianiu o przyszłości, wybieraniu muzyki, a przede wszystkim piciu.
W drodze do Mori dokładnie przemyślałam złamanie mojej zasady i stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie, chociaż im więcej pije i obserwuje chłopaków na parkiecie to co raz bardziej zapominam o swoim ustaleniu. Z zażartej dyskusji z DJ na temat lasek, które praktycznie wcale nie wychodzą z toalet czekając na nowych ''towarzyszy'' wyrwały mnie czyjeś ręce na mojej talii i głośny szept prosto do mojego ucha.
- Poświęcisz mi w końcu trochę swojego czasu, młoda? - spytał nikt inny jak Timmy wręczając mi shoota, którego wypiłam na raz.
- Do następnego! - krzyknęłam do DJ i pociągnęłam Timmy'ego na środek parkietu po drodze chwytając kolejną kolejkę i wlewając ją do swojego gardła.
- Jak ci się mieszka u dziadków? - zapytał podczas naszego tańca
- W porządku. Są spoko w końcu pozwolili mi tu przyjechać. - z głośników usłyszałam ''Moves Like Jagger'', a to oznacza zrealizowanie naszej tradycji, po minie Timmy'ego mogłam wywnioskować, że też o tym pamięta. Na moim pierwszym Sliver Mobie zawarłam z nim umowę, która polegała na tym, że za każdym razem, gdy puszczą tą piosenkę musimy uderzyć ze sobą w ślinę. Umowę zawarliśmy, gdy byliśmy po paru głębszych i nigdy nie robiliśmy tego na trzeźwo przez co zwykle nie wiele z tego pamiętaliśmy. Timmy podniósł mnie przez co oplotłam go nogami w pasie, swoje ręce ułożył tylko na moich udach, jak przyzwoity kumpel. Timmy jest przystojny i doskonale zdaje sobie z tego sprawę, gdy swoje ręce ułożyłam na jego ramionach, posłał mi cwaniacki uśmieszek i gwałtownie wpił się w moje usta. Nie musiał długo czekać na odpowiedź, nasze języki od razu znalazły wspólny rytm. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy zabrakło nam powietrza.
- Za każdym razem wychodzi ci to co raz lepiej. W końcu nauczyłem cię całować. - uderzyłam go żartobliwie w ramię co wywołało u niego śmiech
- Lepiej mnie postaw. - posłał mi pytające spojrzenie - Ta brunetka przy barze chyba chcę mnie zabić spojrzeniem, a ja mam dopiero 17 lat i chcę jeszcze trochę pożyć. - wyjaśniłam
- Nie mogę uwierzyć, że masz 17 lat, siedemnastolatki nie mają takich cycek - znów go uderzyłam, a on rozbawiony, delikatnie mnie odstawił na ziemię. - Nie bij mnie, tylko lepiej pomóż swojemu koledze, bo Bibi go zaraz chyba zgwałci. - powiedział i wskazał na siedzącego przy barze Ashtona. Miał rację Bibi za wszelką cenę chciała mu się dorwać do spodni i go ich pozbawić mimo wyraźnych oporów chłopaka. Przeprosiłam Timmy'ego i udałam się w stronę baru. Po drodze zdałam sobie sprawę, że alkohol już przejął kontrolę nad moim ciałem, bo nogi miałam jak z waty i ledwo bez żadnego upadku doczłapałam się do Irwina, siadając obok niego.
- Sorry Bibi, on jest zajęty. - zwróciłam się do dziewczyny w tak skąpym stroju, że można było powiedzieć, że go wcale nie ma
- O, Axl! Jak miło cię widzieć! - krzyknęła tym swoim piskliwym i przesłodzonym głosem, przytulając mnie - Podziel się tym przystojniakiem. - powiedziała wskazując na Ashtona
- Innym razem. - oznajmiłam przysuwając się do szatyna, który posłał mi spojrzenie pełne wdzięczności
- Trójkącik to fajna rzecz. - kontynuowała
- Nie przepadam - pozostawałam nieugięta
- Więc... - zaczęła przybliżając się do mnie oraz jeżdżąc swoją ręką po moim udzie, a następnie wsuwając ją pod moją bluzkę i ściskając za pierś, która na szczęście przyodziana była różowym stanikiem - ... możemy zabawić się we dwie. - z opresji wyratował mnie Ash ciągnąc za nadgarstek i tym samym stawiając na równe nogi
- Wybacz, ale byłem pierwszy. - zwrócił się do dziewczyny, która odwróciła się na pięcie i udała się po swoją następną ofiarę. Chwyciłam z lady dwa shooty i wypiłam je na raz, ciągnąc chwiejnym krokiem za sobą Irwina na parkiet. Nie stawiał oporu. Odwróciłam się do niego twarzą i zaczęłam swój taniec, który polegał na ocieraniu się o siebie nawzajem. Znów stałam do niego tyłem i swoim tyłkiem ocierałam się o jego krocze, które wyraźnie czułam. Palce wplotłam w jego włosy, a jego dłonie błądziły pod moją bluzką przyciągając mnie bliżej do siebie. Nie przeszkadzało mi to, a wręcz podniecało. Kurwa! Jestem pijana, ale nie chcę tego przerywać. Czułam przyjemne mrowienie na dole mojego podbrzusza. Odwróciłam głowę i mogłam dostrzec na ustach Ashtona uwodzicielski uśmieszek. Złapałam go za ręce i kierowałam się z nim w stronę ciemnego korytarzyka, o którym nikt nie miał pojęcia poza mną, Millerami, Timmy'm, DJ'em i... Monic. W głowie mi szumiało, nogi się plątały, a na mojej twarzy cały czas widniał banan. Jestem zdrowo napierdolona i nie zdaję sobie sprawy z tego co robię. Jutro będę tego żałować.

~~~~*~~~~
Ashton

Axl złapała mnie za ręce i prowadziła w stronę jakiegoś ciemnego zakątka. Nogi już się jej plątały, ale nie przeszkadzało mi to, sam nie byłem trzeźwy. Gdy już znaleźliśmy się odizolowani od reszty, dziewczyna zarzuciła mi ręce za szyję i wpiła w moje usta, ale za nim zdołałem oddać pocałunek zdążyła się odsunąć.
- Miałam cię pilnować. - wybełkotała, a jej śliczne, zielone oczy wpatrywały się w moje usta.
- A więc pilnuj. - powiedziałem, po czym złapałem ją za biodra i przygwoździłem do ściany, napierając na nią całym ciałem. Tym razem to ja zaatakowałem jej słodkie usteczka, z których starła się niebieska szminka. Przejechałem językiem po jej dolnej wardze, aby uzyskać dostęp, nie musiałem długo prosić. Nasze języki toczyły zaciętą walkę o dominację. Czułem gorzki smak alkoholu, który wcześniej wypiła. Przygryzła moją dolną wargę, wplotła palce w moje włosy, a następnie dość delikatnie za nie szarpnęła, odchylając moją głowę do tyłu. Swoje usta przeniosła na moją szyję, zaczęła ją ssać w niektórych miejscach oraz przygryzać z moich ust wyrwało się jedno, gardłowe jęknięcie, przez co poczułem, że się uśmiecha. Nigdy nie lubiłem jak dziewczyny robiły mi malinki, ale w wykonaniu Rose było to miłe, seksowne i podniecające. Swoje ręce przeniosłem na jej uda i podniosłem ją, nogi owinęła mi w pasie, a dłonie zsunąłem na jej pośladki. Swoimi dłońmi błądziła po moich ramionach oraz torsie, oczy miała utkwione w moich. Zdjęła moją bandanę i założyła na swoją głowę, przygryzając dolną wargę. Ścisnąłem jej pośladki, na co zamruczała jak słodki kotek. Zaczęła poruszać swoimi biodrami, zahaczając o moje krocze, przez co spodnie zrobiły się jeszcze ciaśniejsze niż wcześniej. Jej bluzka podwinęła się tak, że idealnie ukazywała jej cały, różowy, koronkowy stanik. Odrzuciłem jej włosy do tyłu, całowałem i zasysałem jej szyję, obojczyki, na których zostawiłem po sobie ślad oraz piersi. Ponownie wplotła palce w moje włosy, przyciskając moją głowę do jej dekoltu, z jej ust wydostawały się ciche, pojedyncze jęki, co mnie bardzo satysfakcjonowało. Oderwałem swoją twarz od jej biustu i wpiłem się w jej usta. Tym razem nasze języki bez trudu się odnalazły i tańczyły własny taniec. Delikatnie zasysałem jej dolną wargę, gdy poczułem mocne uderzenie w bok przez co ją ugryzłem i niemal upuściłem.
- Kurwa, Ashton. - zasyczała Mann wycierając ręką krew cieknącą z jej ust. Oboje odwróciliśmy się w stronę skąd pochodziło uderzenie. Na podłodze leżał zalany w trupa Dylan z zakrwawionym nosem. Axl od razu rzuciła się pomóc chłopakowi, ale zważając na to, że sama była nieźle narąbana, o mało się nie przewróciła. Chwyciłem go za ramiona i podniosłem do pionu, próbowałem go wyprowadzić na zewnątrz, ale szło mi to dość opornie, z pomocą przyszedł Timmy. Razem go wyprowadziliśmy, Mann wróciła do środka w poszukiwaniu Logana i chwilę później wróciła z nim zawieszonym na jej plecach. Brunetka teraz szła prosto i ani razu się nie zachwiała, wydawać się można było, że cały alkohol z niej wyparował.

~~~~*~~~~
Axl

Gdy dostaliśmy się do pokoju, rzuciłam Logana na łóżko, a Dylana na materac. Timmy przyniósł apteczkę z recepcji i zajęłam się zmasakrowanym nosem Millera. 
- Co mu się stało? - spytałam, ścierając krew z twarzy chłopaka
- Przystawiał się do jakiejś laski i okazało się, że ta laska ma chłopaka. - wyjaśnił Timmy - A tobie co się stało?
- O co ci chodzi? - zapytałam nawet na niego nie patrząc
- O twoją wargę. - mimowolnie dotknęłam moich ust, a na palcach zobaczyłam krew, oblizałam wargę, a wzrok podniosłam na chłopaków stojących za mną. Zobaczyłam, że cała twarz Ashtona jest w mojej niebieskiej szmince. Przypomniała mi się cała sytuacja z przed kilku minut i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Jak mogłam się tak zachować?! Ja pierdole... Odwróciłam od nich wzrok i ponownie skupiłam się na opatrywaniu śpiącego Dylana. - Ugryzłeś ją? - spytał szatyna rozbawiony.
- Dobranoc Timmy. - powiedziałam wskazując chłopakowi drzwi
- Dobranoc młoda. Siema stary. - wyszedł
Było mi wstyd spojrzeć w oczy Irwinowi, więc starałam się tego uniknąć.
- Axl! Gdzie on idzie? - zapytał chłopak wskazując na Logana, który podtrzymując się ściany kierował się do łazienki z poduszką i kocem pod pachą. 
- Do wanny. Zawsze tam śpi, gdy się upije.
Przeszłam w kąt pokoju i zdjęłam swoje spodenki, z zamiarem założenia swoich dresów.
- Nie wiedziałem, że masz tatuaż. - zauważył Ash. Stał w drugim końcu pokoju, w samych bokserkach zakładając dresy i koszulkę. Zakryłam materiałem lewe biodro, na którym widniała mała różyczka.
Przebrałam się w skoczyłam do łóżka, to samo zrobił Irwin.
- Mam nadzieję, że kiedyś powtórzymy to na trzeźwo. - odezwał się
- Dobranoc Ash. - ucięłam temat
- Dobranoc Rose.
Zasnęłam myśląc jak skomentowałaby tą głupią sytuację Monic, gdyby tu była. No właśnie. Gdyby tu była... Ale jej już nie ma. Nie ma jej od jebanych sześciu miesięcy.

~~~~*~~~~

''W życiu nie chodzi o
posiadanie samych
dobrych kart, ale o
umiejętne granie tymi,
które już masz.''

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie!
Jak Wam się podoba rozdział?
Następny pojawi się dopiero 26 kwietnia ;c
Na moim blogu wybiło pełne 1000 wejść, za co chciałabym Wam bardzo, bardzo podziękować. DZIĘKUJĘ!
Smuci mnie, że mimo tylu wejść nie pojawiają się komentarze z waszymi opiniami pod nowymi postami.
Mam nadzieję, że to się jednak zmieni.
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za te wejścia.
Do zobaczenia! ;-]

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 11

- Słoneczko już trzynasta! Wstawaj! - babcia nawiedziła mój pokój i od razu znalazła się przy moim łóżku, zrywając ze mnie kołdrę.
- Za chwilę - mój głos był stłumiony przez poduszkę
- Axl, kochanie. Zdajesz sobie sprawę, że dzisiaj sobota i za trzy godziny wyjeżdżasz z Ashtonem.
Od razu zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki pod prysznic. Od wtorku moje relacje z Irwinem się poprawiły. Krótko mówiąc Michael miał rację, szatynowi na drugi dzień przeszło i obyło się bez żadnych spięć. Po wyjściu z łazienki założyłam czarne rurki i granatową bluzę, zakładaną przez głowę, nie potrzebowałam żadnej kurtki, bo na zewnątrz jest naprawdę ciepło, z resztą czas i tak spędzę w samochodzie. Włosy uczesałam w luźnego koka, a na nogi włożyłam ukochane trampki. Do torby włożyłam grube dresy i jakąś starą koszulkę, w której będę spać oraz ubrania na Silver Mob. O 16:00 mieliśmy wyjechać, a na zegarze widnieje 15:00. Poszłam na górę do kuchni, gdzie czekał na mnie pyszny obiad.
- Kupiłam Ashley Brown prezent na święta. Jak myślisz spodoba jej się? - spytała babcia pokazując śliczną srebną kolię.
- Nie musiałaś jej nic kupować. - zauważyłam
- Spodoba jej się? - ponowiła pytanie
- Tak jest śliczna.
- Nie wiem co kupić twojej przyjaciółce.
- Mam już dla niej prezent, więc nie musisz się o to martwić. - kupiłam Sydney skromne, złote kolczyki, takie jak lubi - Obiad był przepyszny. Ja już idę do Ashtona.
- Zaczekaj! Pożegnaj się chociaż ze swoimi staruszkami. - z salonu wyłonił się dziadek
- Kochanie, uważaj na siebie i nie rób żadnych głupstw. - ostrzegła babcia i przytuliła mnie, a zaraz po niej to samo zrobił dziadek
- Tylko pilnuj tam Asha, żeby nie zrobił dziecka jakiejś dziewczynie, bo jak na razie nie mam zamiaru dawać podwyżki Ezrze na alimenty dla wnuka. - poprosił szepcząc, a ja się zaśmiałam
Wciąż rozbawiona całą sytuacją kierowałam się do domu Irwina. Drzwi otworzyła mi Lauren i od razu próbowała zaciągnąć mnie do zabawy, ale ja skierowałam się do pokoju chłopaka mówiąc krótkie ''Dzień dobry'' do jego rodziców. Ashton zamiast się pakować leżał na łóżku bez koszulki.
- Ubieraj się! Zaraz wyjeżdżamy! - krzyknęłam rzucając w chłopaka poduszką
- Zaczekaj chwilę. - powiedział przeciągając się.
Podeszłam do szafy z zamiarem podania mu koszulki, ale w moje ręce wpadła moja bluzka, przez co chłopak momentalnie pojawił się tuż za mną.
- Wiem co kombinujesz i nawet o tym nie myśl - szepnął mi na ucho, a moje ciało przebiegł ten pieprzony dreszcz. Kurwa! Co prawda nie bawię się w jednorazowe przygody, ale jestem dojrzewającą nastolatką i mam swoje potrzeby. Do Sliver Mobu muszę przemyśleć złamanie mojej zasady.
- Spakuj jakieś ciepłe ubrania do spania. Motel nie ma ogrzewania. - wyjaśniłam
- Do jakiej dziury ty mnie zabierasz?! - krzyknął z udawanym oburzeniem
- Nie oczekuj wiele za 15$.
- Za czteroosobowy pokój tylko tyle?
- Dwuosobowy. - poprawiłam go - Znam chłopaka, który tam pracuje, da nam dostawke.
- Kogo ty nie znasz? - spytał kpiąco
- Prawie całego Lamar. - zauważyłam
- Znasz mnie to wystarczy. - posłał mi swój cwaniacki uśmieszek, na co wywróciłam oczami. Znowu zachowuje się jak złamas. - Znów zachowuje się jak bezczelny kutas, co? - On potrafi czytać w myślach, czy co?
- Przepraszam cię za to. Ja napraw...
- Gotowy! Jedziemy? - przerwał mi, a ja tylko pokiwałam głową i poszłam za nim na dół
- Uważajcie na siebie. Proszę. - prosiła Sophia i ściskała Ashtona z całych sił
- Dobra, mamo. Skończ już, dusisz mnie.
Gdy Irwin wyrwał się z uścisku swojej mamy i siostry, która za wszelką cenę chciała go zatrzymać w domu. Pakowaliśmy nasze torby na tylne siedzenia i już mieliśmy odjeżdżać, ale tym razem zatrzymał nas Ezra.
- Axl! Przypilnuj Ashtona. Jestem za młody na wnuków. - kolejna osoba mnie o to prosi
- Tato! - upomniał go chłopak. Tak śmiesznie wygląda, gdy się złości. Na czole robią mu się słodkie zmarszczki, a usta układa w ten dziwny sposób.
Wsiedliśmy do samochodu i przez dłuższą chwilę jechaliśmy w ciszy, która zaczęła działać mi na nerwy. Dopiero co wyjechaliśmy z Lamar, przed nami około 4 godzin jazdy.
Przypomniał mi się wyraz twarzy mojego dziadka i Ezry kiedy prosili, abym pilnowała, żeby szatyn nie spłodził małych Irwinków. Przez to wspomnienie na usta wkradł mi się mały uśmiech, co nie uszło uwadze chłopaka, siedzącego tuż obok mnie.
- Co się tak szczerzysz?
- Nawet mój dziadek prosił, żebym cię pilnowała.
- A więc pilnuj mnie. - powiedział patrząc prosto w moje oczy, a ręką ściskając moje kolano
- Patrz na drogę. - rozkazałam i z wielką niechęcią zrzuciłam jego dłoń - Nie jest ci szkoda, że przegapisz bal?
- Ani trochę. Nie cierpię tego gówna. - mówił z obrzydzeniem w głosie - A tobie?
- Nie, chociaż Alice ma mi za złe, że ją zostawiłam i z tego co słyszałam Paige też nie cieszy się, że ciebie nie będzie. - zauważyłam
- Opowiedź mi o tych Millerach. - sprytna zmiana tematu
- Logan i Dylan to bliźniacy w moim wieku. Są identyczni, ale Logan to gej,  Dylan to podręcznikowy casanova, więc nie będziesz miał problemu z odróżnieniem ich.
- Długo się znacie?
- Od zawsze.
Reszta wycieczki minęła nam na rozmawianiu o muzyce. Ta rozmowa po godzinie zamieniła się w kłótnie. Nie mogę zrozumieć, jak może słuchając All Time Low nie lubić Avenged Sevenfold. Ten zespół jest zajebisty. Muszę zmienić jego zdanie na ich temat.

~~~~*~~~~
Ashton

Jak ta dziewczyna może słuchając Avenged Sevenfold nie lubić All Time Low. Muszę to zmienić.
Z samochodu wysiedliśmy o 21:30, tak to jest jak się jeździ z kobietami, które co chwilę muszą do toalety jakby nie mogły zrobić tego do butelki, czy coś. Od razu skierowaliśmy się do recepcji. Tego motelu nawet nie można nazwać motelem tylko jakimś starym, zapuszczonym budynkiem.
- Timmy! - krzyknęła brunetka do chłopaka stojącego za ladą i od razu rzuciła się w jego ramiona
- Siema, młoda! Nie masz pojęcia jak się stęskniłem. To jest niedopuszczalne żebyś przyjeżdżała do mnie tylko wtedy, gdy jest Silver Mob. - ostatnie zdanie wypowiedział z udawanym oburzeniem
- No wiem. Ale dzisiaj nadrobimy te wszystkie miesiące.
- A tak w ogóle to jak się trzymasz, młoda? - powiedział i mocniej objął dziewczynę - Tak mi przykro z powodu twojego taty i Monic. Jak DJ mi o tym powiedział myślałem, że się zgrywa. - Czekaj! Czy Monic to nie jest ta dziewczyna ze zdjęcia u Rose w pokoju, która wyjechała? Czemu mówi o niej tak jakby nie żyła?
- To jest Ashton. - oznajmiła wyciągając do mnie rękę, abym podszedł bliżej - Ashton, to jest Timmy. - uścisnąłem sobie z nim dłoń. Timmy był na pewno ode mnie starszy o przynajmniej 3 lata. Był też dużo wyższy i lepiej zbudowany. Jego jasne włosy były starannie postawione na żel w przeciwieństwie do moich, które jak zwykle były w nieładzie. Miał na sobie jakąś dziwną neonową koszulę. Kto w takich chodzi? A no tak. Neon = Silver Mob.
- Musimy się jeszcze przebrać. Daj nam kluczyk do 8. - z moich obserwacji wyrwał mnie głos Mann
- Dałem już chłopakom.
- Co?! Te dupki już tu są?! Pisali, że będą dopiero po 22:00. Widzimy się na imprezie. - oznajmiła i minęła mnie kierując się do schodów, które zapewne prowadziły do naszego pokoju. Gdy już miałem za nią iść, ktoś chwycił mnie za ramię i gwałtownie obrócił przez co straciłem trochę równowagę.
- Uważaj na nią. - powiedział ostro Timmy, wtedy nie przypominał tego uśmiechniętego Timmego, który witał się z Axl. Kiwnąłem głową na znak, że rozumiem i pokierowałem się za brunetką, która już otwierała drzwi do 8. Po tej czynności rozległy się głośne piski i okrzyki radości. Dziewczyna z impetem rzuciła się na dwóch chłopaków nie małej postury. Nie wyglądali na 17 lat. Czułem się dość niezręcznie stojąc w rogu pokoju i patrząc jak ta trójka tarza się po ziemi. Dziewczyna wstała z podłogi i podeszła do mnie ciągnąc mnie na środek pokoju za rękę.
- To jest Ashton. A to Logan - chłopak w czarnej i oczojebno-fioletowej koszuli rozpiętej do połowy - i Dylan - chłopak bez koszulki z namalowanym neonową farbą śladem pazurów. Przywitałem się z każdym oddzielnie. Dylan uścisnął mi dłoń, a Logan przytulił, tak to na pewno gej. - Tak się za wami stęskniłam. - kontynuowała dziewczyna
- My za tobą też słoneczko. - powiedział ckliwym głosem Logan
- Idę się przebrać do łazienki, ty Ash też się szykuj. - poinformowała po czym zniknęła za drzwiami. A ja zostałem sam w pokoju z dwoma nieznanymi mi chłopakami. Nie czułem się komfortowo.
- Dobra, powiemy prosto z mostu. - zaczął Logan - Wydajesz się być spoko, a nasza Axl cię lubi. Ale widzę, że jesteś takim samym ruchaczem jak mój brat...
- Więc, jeśli zabawisz się tak z naszą Axl to nie chcę być w twojej skórze. - kontynuował Dylan - Ona przeszła już dużo, jest jedną z najważniejszych kobiet w naszym życiu i nie pozwolę, żeby znów cierpiała.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi. - zauważyłem
- Możemy się polubić, ale musisz na nią uważać. - czuję deja vu
Ubrałem czarne porwane rurki, czarną bluzkę bez rękawów z neonowym obrazkiem, w pasie przewiązałem czerwono-czarną koszulę w kratkę, na nogi założyłem limonkowe oczojebne vansy, a na włosy bandanę tego samego koloru co buty.
- Gorący jesteś. - stwierdził Logan, a ja poczułem się co najmniej dziwnie
- Zignoruj. - polecił Dylan i miałem zamiar skorzystać z jego rady
Usłyszałem skrzypienie drzwi, a moim oczom ukazała się Mann ubrana w krótkie, poszarpane u dołu, jeansowe spodenki, białą, cienką bluzkę z wycięciami, przez co idealnie mogłem zobaczyć jej różowy stanik, na nogach miała czarne trampki, włosy rozpuszczone, a na ustach miała jasno-niebieską szminkę.
- Gdybyśmy nie przyjaźnili się z jakieś 17 lat już bym cię przeleciał. - oznajmił jeden z bliźniaków
- Tani tekst, ale wiem, że Logan zaraz go przebiję. - mówiła rozbawiona brunetka
- Dla ciebie mógłbym stać się hetero od zaraz. - dziewczyna pokręciła głową z dezaprobatą
- Wyglądasz niesamowicie, Rose. - powiedziałem dzięki czemu Mann obdarzyła mnie swoim zniewalającym uśmiechem
- Dziękuję. Jest dopiero 22:15, czyli przez kolejne 20 minut będzie nudno. Mamy czas, żeby wylosować kto gdzie śpi. - poinformowała i zniknęła znowu w łazience w poszukiwaniu torebki.
- Nazwałeś ją ''Rose''? - spytał szeptem Miller
- Tak, wiem, ze tata ją tak kiedyś nazywał.
- Tylko jemu pozwalała się tak nazywać. - oznajmił drugi
- Dobra. Losujemy. - przy nas znów pojawiła się dziewczyna, pomijając tą krótką wymianę zdań z Millerami zdążyłem zauważyć, że w pokoju jest jedno dwu, a raczej trzyosobowe łóżko i jednoosobowy materac pod ścianą. - Zacznę pierwsza, jeśli pozwolicie. - posłała nam uśmiech i chwyciła jeden kawałek papieru. - Jeeej! Łóżko po prawej.
- Materac. - Dylan
- Łóżko po lewej. - Logan
- Łóżko, środek. - będę spał między gorącą laską, której nie mogę przelecieć, a napalonym gejem, którego nie chcę przelecieć. Zajebiście!
Wyszliśmy z pokoju nie zabierając ze sobą nic poza kluczem. Moje ciało owjał nieprzyjemny chłód. Ale na szczęście remiza, w której odbywa się impreza jest dosłownie naprzeciwko motelu pod, którym wyraźnie było już słychać muzykę wydobywającą się z opuszczonego budynku. Pod remizą stało mnóstwo dzieciaków, którzy chcieli dostać się na Silver Mob bez zaproszenia, szło im to nieudolnie, delikatnie mówiąc. Axl z chłopakami przywitała się z ogromnymi ochroniarzami po czym stanęli przed samym wejściem.
- Axl daj klucz. Logan go przechowa. - stwierdził Dylan - Zaraz upolujesz jakiegoś faceta i nie będziemy mogli dostać się do pokoju. - dziewczyna niechętnie oddała klucz
- Ashton, posłuchaj. - zaczęła - Wiem, że będziesz chciał zaraz kogoś wyrwać, ale za nic w świecie nie bierz się za laskę zwaną ''Bibi''.
- Dlaczego? - spytałem
- Gościu, ona do tej pory w swojej japie i nie tylko pewnie miała kutasy już połowy Silver Mobu. Uwierz mi nie chcesz tego. Sam się o tym przekonałem. - stwierdził Dylan, po czym wszedł do budynku, krzycząc - Imprezę czas zacząć!
- Dobrej zabawy! - krzyknęła Rose, aby mógł ją usłyszeć. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę baru w tym czasie wyhaczyłem parę fajnym lasek, z którymi mogę się dzisiaj zabawić. To będzie zajebista impreza!

~~~~*~~~~

''Zasypiaj późno, baw się,
bądź dziki, pij whisky
i jeździj szybko po pustych ulicach,
z pustym umysłem,
daj się ponieść miłości
i nie pozwól się aresztować.''

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie!
Jak wam się podoba rozdział? Liczę na wasze opinie w komentarzach.
Jeśli będę miała czas kolejny post pojawi się we wtorek.
Do zobaczenia! ;-]

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 10

Ashton
- Twoja laska idzie. - powiedziałem do Caluma, kiwając na rudą, ale gdy zobaczyłem jak chłopak piorunuje mnie wzrokiem od razu się poprawiłem - Sorry. Twoja dziewczyna idzie.
- Czemu jesteś taka smutna, kochanie? - spytał brunet całując dziewczynę w czoło. Kiedy mój kumpel zrobił się taką ckliwą ciotą?
- Mam WF na zastępstwie z waszym trenerem.
- Nie będzie tak źle, skarbie. - pocieszał ją Hood, a ona odwdzięczyła się mu namiętnym pocałunkiem, na co wywróciłem oczami
- Widzieliście może Axl? Od rana nie mogę jej znaleźć. - spytała Alice
- Właśnie idzie. - Calum wskazał na brunetkę kierującą się w naszą stronę. Gdy nas zobaczyła od razu się uśmiechnęła, a ja odwdzięczyłem się jej tym samym. Ona ma tak ładny uśmiech, ona uśmiecha się tak szczerze, nie tylko jej usta się śmieją, ale też jej oczy, jej cała twarz. Dobra, teraz ja robię cię ckliwą ciotą. Moją błogą chwilę przerwał Luke, gdy tylko podbiegł do Axl, objął ja w pasie i pocałował w policzek, a moje ciało znów przepełniła złość. 
- Hej - przywitała się roześmiana brunetka - Co ty taka smutna? - spytała rudowłosą
- Mamy teraz WF z trenerem chłopaków.
- A no tak. Idziemy? - zapytała i skierowała się z przyjaciółką na halę gimnastyczną
- My lekcje już skończyliśmy. Idziemy do mnie? - zaproponowałem
- Nigdzie nie idziemy. - odezwał się Michael, który znikąd pojawił się przed nami
- Dlaczego? - spytał blondyn
- Trener kazał przyjść na halę całej drużynie. Podobno chcę zrobić trening.
- Przecież ma teraz zastępstwo z dziewczynami. - zauważył Hood, a kolorowy tylko wzruszył ramionami

~~~~*~~~~

Całą drużyną usiedliśmy na trybunach, obserwując nieudolne próby grania w koszykówkę przez dziewczyny oraz załamującego się trenera na ten widok. Zupełnie nie mam pojęcia po co tu w ogóle siedzimy. Przez cały ten czas wpatrywałem się w znudzoną Axl stojącą na końcu sali w dresach i luźnej białej koszulce. Z wyrazu jej twarzy można wyczytać, że tęskni za prawdziwą grą, nie jest tak szczęśliwa jak wtedy, gdy grała ze mną.
Brunetka rozmawia z Alice, a gdy w jej ręce wpada piłka dziewczyna wykonuje czysty rzut do kosza, co nie umyka uwadze naszego trenera i chłopaków z drużyny.
- Ezra! Chodź tu! - woła mnie nauczyciel. Nasz trener jest facetem grubo po sześćdziesiątce, który kiedyś trenował mojego tatę, przez co nazywa mnie ''Ezra''.
- Co jest trenerze?
- Co to za dziewczyna? - zapytał trener
- Axl Mann.
- Córka Jasona? - pokiwałem głową, a twarz staruszka się rozpromieniła
- Jest do niego bardzo podobna.
- I gra równie dobrze. - oznajmiłem
- Axl! Podejdź! - zawołał dziewczynę, która od razu skierowała się w naszą stronę - Grałaś kiedyś w jakiejś drużynie?
- Byłam kapitanem w Chicago.
- Zwolniło się u nas jedno miejsce, więc jeśli chciałabyś dołączyć...
- Bardzo mi miło, ale chyba jednak podziękuje.
- Sama mówiłaś mi, że tęsknisz za koszem. Masz szansę, żeby znów grać. - wtrąciłem się
- Zrobimy tak. Zagrasz jeden na jeden z Irwinem, jeśli dobrze ci pójdzie ponowie swoją propozycję, a ty ją dokładnie przemyślisz.
- Okej. - zgodziła się
- Wszyscy z boiska na trybuny! Nie zawiedź mnie Jason! - krzyknął trener, ale chwilę później zrozumiał swój błąd - Przepraszam, Axl.
- Jest spoko. - stwierdziła z uśmiechem
Razem z Mann skierowaliśmy się na środek boiska i stanęliśmy na przeciw siebie.
- Nie denerwuj się. Dam ci fory. - uspokoiłem dziewczynę
- Nie ma takiej potrzeby. - stwierdziła rozbawiona
- Sama chciałaś. - zdjąłem swoją koszulę i usłyszałem ciche westchnienia dziewczyn siedzących na trybunach, co mi się podobało, jedynie moja rywalka pokręciła głową z dezaprobatą. Gra się zaczęła. Axl nie chciała wygrać, chciała po prostu naprawdę zagrać. Mimo to żadne z nas nie prowadziło, gdy ja zdobyłem punkt, Rose zaraz go odrabiała i odwrotnie. Na twarzy brunetki mogłem dostrzec szczęście, wiedziałem jak bardzo za tym tęskniła. Kiedyś gdy złamałem nogę, nie mogłem grać przez dobre 3 miesiące, ale gdy w końcu wszedłem na boisko moje szczęście było nie do opisana, dlatego wiem jak ona się teraz czuję po tak długiej przerwie od koszykówki. Naszą grę przerwał dzwonek. Wynik: 21:21
- Moja propozycja jest nadal aktualna! Odpowiedź daj mi po świętach! - krzyknął trener do dziewczyny - A ty Ezra dopilnuj, aby się zgodziła! - zwrócił się do mnie, a ja kiwnąłem głową
Gdy jako ostatni wszyliśmy z hali, chłopaki z drużyny zaczęli gratulować Axl, przytulać ją, podrzucać i błagając, żeby się zgodziła.

~~~~*~~~~

Stałem pod szkołą z chłopakami namawiając Axl, aby zgodziła się dołączyć do drużyny. Niestety ona jest naprawdę uparta.
- Mówiłam wam już, nie chcę grać już w żadnej drużynie.
- Dlaczego? - spytał Calum
- Właśnie, dlaczego? Spędzałabyś ze mną jeszcze więcej czasu - odezwał się Hemmings, a ja miałem ochotę rozwalić mu łeb. Nie jestem zazdrosny o Mann, po prostu... Nie jestem o nią zazdrosny i już! Niech spędza czas z kim chcę.
- Tylko tego pragnę Luke. - zażartowała. Obok nas przeszedł Mike - chłopak z drużyny, który jest w pierwszej dziesiątce tych '' popularnych chłopaków'' w szkole, spojrzał w naszą stronę i puścił oczko do Axl, na co ona odpowiedziała mu tym swoim niewinnym uśmiechem.
- Dlaczego się do niego uśmiechasz? - pomyślałem, o nie! Kurwa! Powiedziałem to na głos.
- Co? - zapytała zdezorientowana
- On chcę cię tylko przelecieć. - na moje nieszczęście brnąłem dalej zamiast skończyć - Jak każdy chłopak z Lamar.
- Ja się do niego tylko uśmiechnęłam, a nie zaprosiłam do łóżka - powiedziała lekko zirytowana
- To jasne. O wiele bardziej wolałabyś pójść do łóżka ze mną, a nie z nim. - stwierdziłem pewnie, zakładając ręce na piersi, ona zrobiła to samo.
- Dlaczego taki jesteś? - zapytała, a ja nie miałem bladego pojęcia o co jej chodzi
- Jaki? - spytałem
- Wydajesz się być naprawdę spoko chłopakiem, ale gdy tylko ktoś to zauważy od razu zamieniasz się w tego bezczelnego kutasa. - wyjaśniła nadzwyczaj spokojnie i odeszła
- Ma rację, stary. - poklepał mnie po plecach blondyn
- Spierdalaj! - warknąłem, wsiadłem do samochodu i odjechałem.

~~~~*~~~~
Axl

Może trochę zbyt ostro potraktowałam Ashtona? No ale powiedziałam prawdę. Kiedy już myślę, że jest naprawdę fajny, on to zauważa i zamienia się w zadufanego w sobie macho. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk przychodzącego SMS-a . Sydney: Hej słońce! <3 i="">Wysłałam ci paczkę, więc udaj się na pocztę i ją odbierz. Już za tydzień się zobaczymy! Nie mogę się doczekać! Ja: Ja też. Już robię dla ciebie miejsce w szafie Brownie! ;****
Równo za tydzień przyjeżdża do mnie moja Sydeny!  Chociaż dzisiaj nie pracuję i tak idę do sklepu, zapytać się babci gdzie jest poczta. Droga ze szkoły do centrum miasteczka wcale nie jest krótka. Mój spacer zajął mi dobre 30 minut. 
- Cześć babciu. Cześć Cassandra.
- Witaj kochanie. - przywitały się równocześnie
- Nie pracujesz dzisiaj. - zauważyła babcia
- Tak, wiem. Ale Sydney przysłała mi coś i muszę to odebrać, tylko nie wiem gdzie jest poczta.
- Obok razem z posterunkiem. - wyjaśniła Cassnadra
- Dzięki.
Wyszłam ze sklepu i od razu się z kimś zderzyłam, gdy podniosłam głowę ujrzałam czerwoną czuprynę. Michael.
- Hej, gdzie tak lecisz? - spytał chłopak
- Na pocztę. - oznajmiłam i wskazałam na drzwi budynku
- Ja też. - otworzył drzwi i puścił mnie przodem
Przy biurku siedziała czarnowłosa z blond pasemkami kobieta na  oko mająca 40 lat.
- Dzień dobry. - przywitałam się, a ona odpowiedziała mi tym samym
- Cześć mamo. - odezwał się Clifford
- Synu! Czerwony? Nie długo łysy będziesz, a ja nie mam zamiaru wydawać pieniędzy na tupeciki dla ciebie. - żaliła się kobieta - Przedstawisz mnie swojej koleżance?
- Jestem Axl - przedstawiłam się
- Mikeyla. Mama Michaela. 
- Mamo, dasz mi klucze? - zapytał kolorowy, a kobieta sięgnęła do torebki
- Tylko bądźcie grzeczni. -  upomniała nas, na co chłopak wywrócił oczami, a ja stłumiłam śmiech
- Tak właściwie to ja przyszłam po paczkę.
- Jest jedna z Chicago dla Axl Mann od Sydney Brown.
- Wszystko się zgadza. - kobieta podała mi paczkę, a gdy już miałam wychodzić zawołała mnie
- Jest jeszcze jeden list do ciebie. - nie kryłam zdziwienia i odebrałam list z rąk Mikeyli. Ale gdy zobaczyłam na kopercie napisane wielkimi literami LONG WAY HOSPITAL* PILNE o mało się nie przewróciłam. Dobrze, że za mną stał Michael, który złapał mnie za ramiona, abym mogła odzyskać równowagę.
- Wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony
- T-t-tak. - wyjąkałam, po czym wyszłam razem z kolorowym i kierowałam się stronę domu. List włożyłam do torby, a paczkę wzięłam pod pachę. Przez dłuższą chwilę szliśmy w ciszy, którą przerwał Clifford.
- Słyszałem, że na święta przyjeżdża twoja przyjaciółka. - pokiwałam głową - Ta blondynka?
- Sydney. - wyjaśniłam
- Pamiętasz co mi obiecałaś?
- Odśwież mi pamięć. - poprosiłam
- Podobno jestem w jej typie, a ona jest w moim więc... 
- A czy ty przypadkiem nie masz dziewczyny? - spytałam zakładając ręce na piersi
- W ciągu tygodnia wiele jeszcze może się zmienić. - powiedział puszczając mi oczko. Sydney jest taka sama jak on. Nie bawi się w poważne związki, ją interesują te kilkudniowe oraz jednorazowe przygody. Nie boję się, że ją zrani, bo zachowują się identycznie. - Mam nadzieję, że przyjmiesz propozycję trenera i dołączysz do drużyny.
- Nie męcz mnie już z tym. - błagałam co wywołało u niego śmiech. Od razu  przypomniał mi się mój naskok na Irwina. - Myślisz, że powinnam przeprosić Asha?
- Powiedziałaś prawdę, której jeszcze żaden z nas mu jej nie powiedział. - wyznał
- Źle się z tym czuję, nie chcę mieć z nim złych kontaktów, zwłaszcza, że w sobotę jadę z nim na Silver Mob.
- To tylko Irwin. Do jutra mu przejdzie. Nie zadręczaj się tym. - pocieszał mnie kolorowy
- Znasz go dłużej, więc pewnie masz rację.
- Ja skręcam tutaj. Do jutra, Axl. - przytulił mnie na pożegnanie
- Do jutra.
Gdy wróciłam do domu usiadłam na łóżku, a w moich rękach ciążył list z Long Way Hospital. Nie mam odwagi go otworzyć. Dokładnie wiem KOGO dotyczy, ale nie mam bladego pojęcia CZEGO dotyczy i nie wiem, czy chcę wiedzieć. Boje się tego co mogę znaleźć w tej kopercie.Wiem jedno. ON znowu do tego wrócił, ale ja kolejny raz już mu nie pomogę, on nigdy mi nie pomógł. Schowałam list do pianina, do którego od dawna mnie nie ciągnie. Jak to mówią: co z oczu to z serca.

~~~~*~~~~

''Ciężko jest odpowiedzieć na pytanie:
'' Czy wszystko dobrze?'', 
 kiedy nic nie jest dobrze.''

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Long Way Hospital - nazwa zmyślonego ośrodka odwykowego
Witajcie!
Jak wam się podoba rozdział?
Liczę na wasze opinie w komentarzach.
Bardzo chciałabym podziękować, za wszystkie wejścia na mojego bloga oraz wszystkie komentarze pod rozdziałami.
Widzimy się w sobotę!
Do zobaczenia ;-]

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 9

- Ta jest ostatnia. Jak wyglądam? - zapytała Alice wychodząc z przebieralni w sklepie mojej babci
- Świetnie - powiedziałam nie podnosząc wzorku z telefonu na dziewczynę, co ją wkurzyło. Wyrwała mi telefon z dłoni jednocześnie zmuszając do spojrzenia na nią - WOW! - tylko tyle zdołałam wydusić. Johnson wyglądała prześlicznie. Kremowo-czarna sukienka sięgała jej do połowy ud i idealnie podkreślała jej figurę. Wyglądała jak najprawdziwsza księżniczka.
- Moja piękna Alice! - zachwycała się Cassandra wycierając dłonią łzę, spływającą po jej policzku
- Czyli mam ją kupować? - spytała rudowłosa
- Tak! - krzyknęłyśmy równo
- Calum to szczęściarz. - stwierdziła moja babcia - Axl, zbieraj się.
- Dopiero 18:00. - zauważyłam
- Och, zapomniałam ci powiedzieć. Państwo Irwin zaprosili nas na kolację. - przytaknęłam i zaczęłam iść za babcią w stronę samochodu. Kolacja z Irwinami oznacza spędzanie czasu z Ashtonem. Co do jasnej cholery ten chłopak ma w sobie, że tak dziwnie na niego reaguje?!

~~~~*~~~~

Po drodze zabrałyśmy dziadka z warsztatu, odstawiliśmy samochód na nasz podjazd, babcia wstąpiła do domu po ciasto i od razy skierowaliśmy się do domu Irwninów. Drzwi otworzyła nam uśmiechnięta Sophia. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi Lauren złapała moją dłoń i zaciągnęła do swojego pokoju tłumacząc że jedzenie będzie za 20 minut więc możemy się jeszcze pobawić. Jej pokój jest typowym pokojem ośmiolatki - cały różowy. Lauren zaczęła czesać swoje lalki, zasypując mnie przy tym pytaniami.
- Jesteś dziewczyną Ashtona?
- Nie.
- Całowaliście się?
- Nie.
- Wiesz, że Ashton cię lubi?
- Ja też go lubię.
- Ale on lubi cię inaczej, nie tak jak Paige i nie tak jak chłopców. Myślę, że on cię lubi lubi. - nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc tylko pokiwałam głową w geście zrozumienia - Słyszałam jak tata kazał Ashtonowi ciebie ''odpuścić''. Nie wiem co to znaczy, ale tata tak mu kazał.
- Dlaczego?
- Bo boi się, że zrobi ci to co innym dziewczynom.
- Czyli co?
- Zrani. Ale wiem, że tobie tego nie zrobi. Ash wcale nie jest taki zły jak myślisz. On jest naprawdę fajny, potrafi grać na perkusji, pianinie i umie śpiewać. Jest najlepszy z drużyny i wszyscy go lubią - mówiła podekscytowana bratem - Tylko czasami na mnie krzyczy, ale i tak wiem, że mnie lubi - dokończyła ze smutkiem w głosie
- Dziewczynki kolacja gotowa! - naszą ''rozmowę'' głos Ezry dochodzący z dołu. Wyciągnęłam rękę do dziewczynki i zeszłyśmy do salonu, w którym stał ogromny stół. Usiadłam miedzy dziadkiem, a Ashtonem. Jedzenie było pyszne, a przez całą kolację miło mi się rozmawiało z mamą Asha. Chyba mnie lubi.
- Skoro zjedliście możecie odejść od stołu. - oznajmił Ezra - Nie ty, Lauren. Najpierw musisz wszystko zjeść.
- Ale miałam się pobawić z Axl. - powiedziała płaczliwym głosem
- Najpierw musisz zjeść, a teraz ja pobawię się z Axl. - odezwał się Irwin
- Ashton! - upomniał go ojciec
- Tylko żartowałem. Chodź. - złapał mnie za nadgarstek i zaciągnął do swojego pokoju.
Chłopak od razu zamknął za nami drzwi i rzucił się na łóżko klepiąc miejsce obok. Żadne z nas się nie odzywało, a cisza, która była między nami zaczynała mnie powoli denerwować. Do tego czułam jak Ashton przeszywa mnie wzrokiem
- Nie krzycz na Lauren. - odezwałam się pierwsza
- Co?
- Jesteś dla niej autorytetem, nie krzycz na nią.
- Jest moją młodszą siostrą, jak mnie denerwuje to normalne, że na nią krzyczę - wywróciłam oczami - Chcę cię lepiej poznać. Opowiedź coś o sobie.
- Co?
- Cokolwiek, praktycznie nic o tobie nie wiem.
- Wiesz to co powinieneś wiedzieć.
- Wiem tylko, że mieszkałaś w Chicago, dobrze grasz w kosza, jesteś dobra z matematyki, masz dobry gust muzyczny, jesteś wnuczką państwa Mann, mój tata i Nick cię uwielbiają, moja siostra cię ubóstwia z resztą moja mama też i jesteś pierwszą dziewczyną, której Luke nie chce przelecieć z szacunku do ciebie.
- Widzisz, wiesz wystarczająco. Ja wiem tyle samo o tobie.
- Powiedź mi co o mnie wiesz, Rose - uśmiechnęłam się lekko na ostatnie słowo
- Za każdym razem, gdy tak do ciebie mówię uśmiechasz się jak głupi do sera. Dlaczego?
- Tata tak zawsze do mnie mówił. Miło słyszeć, że ktoś znów mnie tak nazywa - tym razem to Ashton się uśmiechnął, ukazując dołeczki w policzkach i swoje białe zęby
- A więc co wiesz o mnie, Rose? - powiedział z naciskiem na ostatnie słowo
- Hmm... Jesteś popularny, jesteś kapitanem drużyny, masz dobry gust muzyczny i przeważnie zawsze zaliczasz pierwszy.
- Przeważnie? - zapytał powracając do pozycji siedzącej
- No przeważnie...
- Jak to przeważnie? - ponowił pytanie przybliżając się do mnie 
- Mnie nie zaliczyłeś.
- Jeszcze będziesz moja. - był tak blisko mnie, że jego oddech uderzał w moją twarz. Czuję się przy nim tak jak kiedyś czułam przy mojej pierwszej miłości. Oby tylko ta znajomość skończyła się inaczej.
- Albo ty mój. - na jego twarzy wymalowało się zdziwienie, a na mojej triumfalny uśmieszek
- Axl, babcia cię woła! - do pokoju chłopaka wbiegła jego młodsza siostra, przez co Ashton momentalnie się ode mnie odsunął na odpowiednią odległość i zacisnął swoje usta w cienką linijkę, hamując wybuch złości.
W drodze do salonu co jakiś czas popychałam się z Irwinem, przez co jego ręce cały czas lądowały na mojej talii, żebym mogła złapać równowagę.
- Coś się stało? - zapytałam dziadków, gdy znalazłam się przy stole
- Dzwoniła Ashley Brown... - zaczęłam babcia, ale nie pozwoliłam jej skończyć, bo w mojej głowie utworzyła się masa czarnych scenariuszy
- Co się stało? Z Sydney wszystko w porządku? - zadawałam masę pytań, a mój głos łamał się coraz bardziej
- Uspokój się. Wszystko w porządku. - oznajmił dziadek
- Dowiedziałam się, że święta zawsze spędzaliście razem. Więc razem z panią Brown uzgodniłyśmy, że razem z Sydney przyjadą do ciebie, po świętach pani Brown wyjedzie, a Sydney odbierze po Sylwestrze. - oznajmiła babcia, po czym zaczęłam skakać, piszczeć i przytulać dziadków z całych sił.
- Chyba się cieszy. - stwierdził Ezra z rozbawieniem
- Tak! Bardzo! - mówiłam, a po moich policzkach spływały łzy szczęścia - Nie widziałam Sydney 4 miesiące! Nie mogę się doczekać!
- Będziemy mieli w domu drugą Axl, same zatyczki do uszu nie wystarczą, żeby zagłuszyć tą ''muzykę'' - żaliła się babcia
- Nie musicie się o to martwić. Sydney jest zupełnym przeciwieństwem mnie.
- No dobrze. Możecie już wracać na górę. - oznajmiła Sophia, a Ashton znów złapał mnie za nadgarstek i kierował w stronę swojego pokoju - Lauren ty zostań.
- Dlaczego?! - krzyknęła dziewczynka piskliwym głosem
- Są od ciebie starsi i rozmawiają na tematy, na które jesteś za mała. - wytłumaczył Ezra, a ja posłałam mu pytające spojrzenie, bo zachowywał się co najmniej dziwnie. Irwin nie zwrócił na to uwagi i zaciągnął do swojego pokoju, zamykając za nami drzwi.
- O co im chodziło? - zapytałam chłopaka
- Chcą nas wysfatać. - powiedział wzruszając ramionami
- No to powodzenia. - stwierdziłam i usiadłam na łóżku szatyna, który posłał mi pytające spojrzenie
- Że niby nie moglibyśmy być razem? - spytał opierając się o biurko i zakładając ręce na piersi. Ta poza była... seksowna, ale nie dam tego po sobie poznać.
- Nie szukam chłopaka. - powiedziałam krótko
- A ja dziewczyny. - podszedł bliżej z cwaniackim uśmiechem na twarzy
- Nie bawię się w seks-przyjaciół. - powiedziałam ostro, cofnął się
- Nie jesteś typem dziewczyny, która bawi się w jednorazowe przygody. Ilu miałaś chłopaków? - odezwał się po dłuższym milczenie
- Dwóch i żadna z tych znajomości nie skończyła się dobrze.
- Dlaczego?
- Czemu nie znajdziesz sobie dziewczyny? - zignorowałam jego wcześniejsze pytanie - Nie chodzi mi o kogoś takiego jak Paige. Chodzi mi o kogoś kogo będziesz chodził na randki, całował kiedy tylko będziesz chciał, będziesz wolał przytulać się z nią na starej kanapie zamiast iść na imprezę.
- Nie znalazłem jeszcze takiego kogoś.
- Może wcale nie szukałeś.
- Dobra. Jeśli już spotkam jakąś dziewczynę, skąd będę wiedział, że to właśnie TA dziewczyna?
- Po prostu będziesz wiedział. - chłopak głęboko westchnął
- Zaczyna robić się ckliwie. Po rozmawiajmy o Silver Mobie. Jak to ma wyglądać?
- Impreza zaczyna się o 22:00. Z Lamar do Mori jedzie się około 4 godzin. Więc wyjedziemy w sobotę po południu. Na przeciwko remizy jest motel, w którym przenocujemy i wyjedziemy w niedziele rano. A właśnie. Tematem przewodnim tym razem jest neon. Więc załóż coś oczojebnego.
- Ok.
- Ashton, naprawdę ci dziękuję, że jedziesz ze mną. - na twarzy chłopaka momentalnie pojawił się wielki uśmiech ukazujący jego dołeczki, przez co sama się uśmiechnęłam
- Zasługuję na jakieś podziękowanie. - stwierdził rozkładając ramiona i zbliżając się do mnie. Wstałam z łóżka i wtuliłam w niego, oplatając go rękami w pasie - A może tak jeszcze całus? - podniosłam głowę i z delikatnym uśmiechem spojrzałam w jego zielone oczy
- W szyję? - zapytałam cicho z lekkim rozbawieniem
- Miło, że zapamiętałaś. - złożyłam krótki pocałunek na jego szyji. Przez jego ciało przebiegł dreszcz, co wywołało u mnie cichy chichot.
- Gdzie moje Gunsy? - zapytałam odsuwając się od niego
- Gdzie mój Cobain?
- Może w końcu po niego przyjdziesz?
- Czy to zaproszenie? - spytał poruszając wymownie brwiami, na co pokręciłam głową z dezoprebatą
- Wychodzimy! - dobiegł nas głos mojego dziadka z dołu
- Cześć, Ash - pożegnałam się w drodze do drzwi
- Do zobaczenia, Rose - na mojej twarzy znów zawitał uśmiech, a przez ciało przeszedł ten dziwny dreszcz, którego nie czułam od dobrego roku.

~~~~*~~~~

''Szczęście może zostać znalezione,
nawet w najciemniejszych czasach.
Jeśli chociaż jedna osoba zapamięta,
jak przywrócić światło...''

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie!
Ten rozdział jest taki nijaki za co bardzo przepraszam.
Kolejny rozdział będzie ciekawszy i pojawi się w środę lub czwartek.
Bardzo cieszy mnie, że zostawiacie pod rozdziałami komentarze ze swoimi opiniami.
Bardzo dziękuje i czekam na kolejne.
Do zobaczenia :-]